Zamknij
REKLAMA

Szymon minął Kraków. Miał nieprzewidzianą kąpiel w Wiśle i na pół dnia stracił telefon

20:05, 02.03.2021 | Mariusz Sieraczkiewicz/foto Szymon Machnowski
Skomentuj
REKLAMA

Zgodnie z planem Szymon Machnowski 28 lutego punktualnie o 8:00 ruszył kajakiem w charytatywny rejs Wisłą z Goczałkowic Zdroju. Gdynianin przepłynie 1000 km dla Sławomira Szumickiego - żołnierza po udarze i wylewie.

- Start zgodnie z planem. Płynę około 5 km/h. Jest zimno i brudno. Wisła na tym odcinku nie należy do najpiękniejszych - to pierwszy komentarz ze spływu Szymona tuż po stracie w Goczałkowicach. O ekwipunku, planie podróży, przygotowaniach i samopoczuciu przed wyruszeniem w podróż opowiada w materiale wideo.

- Na miejsce (do Goczałkowic – dop. Redakcji) przywiózł mnie Pan, który sprzedał mi kajak, Dariusz Ziętek. Specjalnie nadrobił 100 km, żeby pomóc w akcji. Wisła płynęła dość szybko, ale była brzydka, brudna, z kilkoma zatorami i bystrzami. Uspokoiła się dopiero jak dopłynąłem do ujścia Przemszy. Pokonałem dzisiaj 48 kilometrów i zatrzymałem się kilometr od śluzy w Dworach na lodzie. Połowa kanału do śluzy jest nim pokryta i nie wiem jak sobie jutro z nim poradzę. Na wieczór odwiedził mnie Pan Dariusz, ten który sprzedał mi kajak gdyż mieszka niedaleko. Zrobił grilla, a ja na pamiątkę oddałem mu beret Marynarki Wojennej. Obiecał, że będzie promował zrzutkę Sławka każdymi możliwymi sposobami. Jestem wykończony, ale nie dlatego, że się zmęczyłem spływem, tylko dlatego, że nie śpię już drugą dobę. Na zrzutce jest już prawie 14 000 zł! To wielki sukces dnia dzisiejszego. Pozdrawiam i zachęcam do wpłat – powiedział nam Szymom w niedzielę wieczorem.

[FOTORELACJA]10191[/FOTORELACJA]

Po pierwszej przespanej nocy zwodował kajak i ruszył w dalsza podróż, którą tak opisał:

- Pokonałem trzy nieczynne zapory i przepłynąłem kolejne 40 km dla Sławka. Wystartowałem z Dworów gdzie fantastyczna załoga stopnia wodnego pomogła mi przeprawić kajak na drugą stronę zamarzniętej zapory. Zanim dopłynąłem do drugiej śluzy wydarzył się mały wypadek - przybijając do brzegu i odwracając się w kajaku nie zauważyłem podwodnej przeszkody w postaci sporej gałęzi. Nurt był dość silny w tym miejscu i woda zaczęła wlewać mi się do środka. Wyskoczyłem z kajaka próbując go ustabilizować. Niestety zapomniałem, że chwilę wcześniej korzystałem z telefonu, którego wyjątkowo nie włożyłem do beczki. Zorientowałem się gdy wpadł do wody. Wyłowiłem go jednocześnie przybijając z kajakiem do brzegu. Dalej płynąłem już bez łączności, ale szczęśliwy, że nic mi nie jest. Dopłynąłem do stopnia wodnego w Smolicach gdzie powiadomiona przez poprzedników z pierwszej tamy załoga już czekała z przyczepką i ciepłą kawą. Jesteście wspaniali! Jeszcze raz bardzo dziękuję za okazaną pomoc i zrozumienie, bez Was nie pokonałbym w tym dniu nawet połowy trasy! Dziękuję także za użyczenie telefonu w celu przedzwonienia do Aleksandry, która powiadomiła Was o wypadku. Za możliwość połączenia dziękuję bardzo również pracownikowi promu w Spytkowicach oraz Pani w Łączanach mieszającej przy tamie (dziękuję również za przenocowanie kajaka), gdzie zakończyłem ten mroźny dzień przeciągając kajak z bagażem na drugą stronę śluzy. Noc spędziłem u dobrych znajomych Joanna Leś i Jervis Tetch , którzy pożyczyli drugi telefon na czas spływu, nakarmili, udostępnili pralkę i prysznic. To był bardzo ciężki dzień - bardzo proszę pamiętajcie o wyzwaniu #PłyniemyDlaSławka i o wpłatach na konto zrzutki. Dzisiaj mam nadzieję około 17 dopłynąć na Wawel, ale zobaczymy co dzień przyniesie...

Szymon dopłynął do Krakowa i minął majestatyczne mury Wawelu. Kiedy powstawał ten artykuł żołnierz z Gdyni nadal płynął (co widać na zdjęciu).

(Mariusz Sieraczkiewicz/foto Szymon Machnowski)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%