Zamknij
REKLAMA

Finał Fortuna Pucharu Polski: Raków Częstochowa - Arka Gdynia 2:1

18:39, 03.05.2021 | hs za: Skubi/arka.gdynia.pl
Skomentuj
REKLAMA

Arka po raz trzeci w ciągu 5 lat, a po raz czwarty w historii zagrała w finale Pucharu Polski. Nie udało się po 42 latach zdobyć ponownie w Lublinie głównego trofeum Pucharu 1000 Drużyn.

Do 81 minuty to Arka była bliższa zdobycia Fortuna Pucharu Polski, lecz ostatecznie górą okazał się Raków Częstochowa. Żółto-niebiescy prowadzili po trafieniu Mateusza Żebrowskiego z 57 minuty, na co zespół z Ekstraklasy odpowiedział golem Ivi Lopeza. Decydujący cios zadał David Tijanić w 89 minucie spotkania, skutecznie finalizując kontratak swojego zespołu.

Finał Fortuna Pucharu Polski:

Raków Częstochowa - Arka Gdynia 2:1 (0:0)

Bramki: Lopez 81', Tijanić 89' - Żebrowski 57'

Raków: Holec - Piątkowski, Niewulis, Tudor, Lederman (85' Szelągowski), Sapała (46' Poletanović), Lopez, Gutkovskis (68' Arak), Kun, Arsenić (79' Tijanić), Cebula (79' Schwarz)

Arka: Krzepisz - Kasperkiewicz, Marcjanik, Memić, Valcarce (59' Siemaszko), Danch, Deja, Hiszpański (59' Skóra), Letniowski (46' da Silva), Żebrowski (79' Sasin), Rosołek

Żółte kartki: Kasperkiewicz, da Silva

Sędzia: Paweł Gil (Lublin)

VAR: Paweł Raczkowski

Widzów: mecz bez udziału publiczności

Stara piłkarska maksyma o tym, że puchary rządzą się swoimi prawami miała być sprzymierzeńcem Arki, bo od samego początku było jasne, że to nie nasz zespół był faworytem w tym spotkaniu. Trzeba przyznać, że gdynianie zrobili bardzo dużo, aby tą starą prawdę podtrzymać, bo od pełni szczęścia było o włos.

Tuż przed spotkaniem Arena Lublin zatopiła się w strugach deszczu, co żywcem przypomniało warunki, w jakich Arka sięgała po Puchar w Lublinie 42 lata temu. Z pierwszym gwizdkiem deszcz jednak ustąpił i można było skupić się wyłącznie na walce z rywalem.

Już w drugiej minucie Letniowski ładnie zaatakował z lewej strony i próbował dograć do Hiszpańskiego przy dalszym słupku, lecz sędzia przerwał grę po faulu Rosołka na Holcu. Już minutę później zrobiło się jeszcze groźniej pod bramką Rakowa, bo z jej lewej strony po podaniu od Letniowskiego z piłką przy nodze był Żebrowski! Strzał Mateusza po dalszym rogu okazał się jednak chybiony.

Później nieco więcej przy piłce zaczęli się utrzymywać częstochowianie, lecz niewiele z tego wynikało. Arka skutecznie wybijała piłki posłane w nasze pole karne, a jedyny strzał w pierwszym kwadransie oddał Tudor, lecz bardzo niecelny. Groźniej mogło być w 18 minucie, gdy z wolnego dośrodkował w nasze pole karne Cebula, ale piłka trafiła w rękę Tudora i usłyszeliśmy gwizdek.

W 21 minucie Tudor wystąpił w roli podającego. Jego centra na piąty metr doszła do Cebuli, lecz ten nie zdołał skierować piłki do bramki, a jedynie w jej boczną siatkę. Ta sama para próbowała powtórzyć to zagranie w 30 minucie, lecz tym razem Cebula próbował główkować i nie trafił czysto w piłkę.

Na okazję Arkowców czekaliśmy do 38 minuty. Wtedy Żebrowski zdecydował się na uderzenie z 18 metrów, co jednak skutecznie zablokowali obrońcy Rakowa. Trzy minuty później Mateusz przejął podanie od Valcarce i nawet minął bramkarza Rakowa, ale wyrzucił się w ten sposób pod linię końcową i nie dał rady nawet dograć do kolegów przed bramkę. Raków odpowiedział chwilę później strzałem z dystansu Arsenića, pewnie obronionym przez Krzepisza. Do gwizdka kończącego pierwszą połowę już ciekawego się nie wydarzyło i do szatni zeszliśmy przy bezbramkowym remisie.

Po zmianie stron nie zobaczyliśmy już na boisku Letniowskiego. Zastąpił go Marcus da Silva. W 47 minucie zadrżały serca gdynian, bo po blokadzie uderzenia Lopeza sędzia Gil korzystał konsultacji VAR, aby upewnić się, czy nie zagraliśmy w swoim polu karnym ręką, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

W 53 minucie Niewulis przejął piłkę w naszym polu karnym i mimo asysty Kasperkiewicza oddał strzał, na szczęście mocno niecelny. Chwilę później strzał na drugą bramkę oddał Memić, lecz zbyt lekko by sprawić kłopot Holcowi. Trzy minuty później dryblował w naszej szesnastce Tudor, podał do Kuna, a jego płaski strzał wyłapał Krzepisz.

W 57 minucie Arkowcy oszaleli z radości. Hiszpański ładnie ograł rywal w środkowej strefie podał do Żebrowskiego, który chciał ewidentnie dośrodkować przed bramkę, ale wyszedł z tego strzał, który wpadł do bramki Rakowa! Arka objęła prowadzenie!

Od tego momentu ruszyły frontalne ataki częstochowian. W ciągu kilku minut strzelali Cebula i Lopez, ale za każdym razem dobrze blokowali to gdynianie. Arka jednak nie przyglądała się biernie rywalom i sama próbowała swoich szans. W 65 minucie z 17 metrów Rosołek groźnie uderzył, lecz Holec nie dał się zaskoczyć.

Najgroźniejsi zawodnicy Rakowa skonstruowali niebezpieczną akcję w 69 minucie. Lopez zagrał w pole karne do Tudora, ale zagranie tego drugiego wzdłuż naszej bramki nie znalazło adresata. W 74 minucie bardzo niewiele brakowało, aby było 2:0. Po zagraniu Siemaszki z prawej strony najpierw płasko uderzył Żebrowski, odbił ten strzał Holec, a Rosołek popędził z dobitką, lecz Holec zdołał jego strzał zatrzymać!

W 81 minucie niestety przyszło wyrównanie. Tudor po raz kolejny posłał piłkę z prawego skrzydła w nasze pole karne, Arkowcy zbyt krótko ją wybili , przejął ją Ivi Lopez na 14 metrze i uderzył nie do obrony.

W 89 minucie rozstrzygnęły się losy spotkania. Deja wykonywał rzut wolny dośrodkowując w pole karne rywali, ale Ci przejęli piłkę i wyprowadzili zabójczy kontratak. Lopez zagrał na prawe skrzydło do Szelągowskiego, ten odegrał przed bramkę do Tijanića i zrobiło się 2:1 dla częstochowian. W doliczonym czasie gry mądrze bronili się piłkarze z Ekstraklasy, bo długo utrzymywali się przy piłce i nie pozwalali Arkowcom na stworzenie akcji pod swoją bramką.

W samej końcówce udało się jeszcze Arce wejść z piłką w pole karne Rakowa, a konkretnie uczynił to Sasin, który dobrze próbował dograć do Dei, lecz ten został dobrze przypilnowany przez obrońców. To była ostatnia akcja tego finału, bo chwilę później sędzia Gil zakończył spotkanie.

Trofeum pojechało do Częstochowy, ale Arka pozostawiła po sobie świetne wrażenie. Nie ustępowała faworyzowanemu Rakowowi, potrafiła być groźna, a przez 80 minut to gdynianie byli bliżsi szczęścia. W końcówce górę jednak wzięło doświadczenie i umiejętności zespołu z Ekstraklasy. No cóż tym razem się nie udało, ale za rok znów spróbujemy zaskoczyć piłkarską Polskę.

Skubi

(hs za: Skubi/arka.gdynia.pl)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%