Zamknij

10 lipca wyrok w gdańskim procesie apelacyjnym niemieckiego przedsiębiorcy z Dębogórza, który pozabijałby Polaków

21:34, 26.06.2020 | PAP
Skomentuj PAP
REKLAMA

W grudniu ub.r. Sąd Rejonowy w Wejherowie uznał przedsiębiorcę Hansa G. za winnego znieważenia pięciu pracownic swojej firmy działającej w Pomorskiem. Sąd skazał go na karę 20 tys. złotych grzywny, nawiązki na rzecz czterech kobiet (w sumie 11 tys. zł), wpłatę 5 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej oraz ponad 40 tys. zł tytułem opłaty za ekspertyzę fonoskopijną zleconą w tej sprawie przez prokuraturę.

Na 10 lipca Sąd Okręgowy w Gdańsku zapowiedział ogłoszenie wyroku w procesie odwoławczym niemieckiego przedsiębiorcy skazanego m.in. na grzywnę i 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu za znieważanie polskich pracowników swojej firmy i grożenie im.

Wejherowski sąd skazał też mężczyznę na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za używanie gróźb karalnych wobec byłej już pracownicy - Natalii Nitek-Płażyńskiej (żona posła PiS Kacpra Płażyńskiego), nakazał G. pisemne przeproszenie kobiety i zakazał kontaktu z nią.

Oskarżony wniósł apelację od wyroku wnioskując o uniewinnienie lub odesłanie sprawy do ponownego rozpatrzenia. W odpowiedzi prokuratura wniosła o utrzymanie wyroku w mocy. Rozprawa apelacyjna w tej sprawie miała miejsce w piątek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku.

Hans G. nie stawił się w sądzie, reprezentował go obrońca - Piotr Malak. W swojej mowie adwokat zaznaczył, że w relacjach mediów z procesu w wejherowskim sądzie jego klient "został przedstawiony jako najgorszy człowiek na ziemi". Malak zwrócił się do sądu apelacyjnego, aby ten "stanął z boku i ocenił całą rzecz na nowo" uznając jego klienta niewinnym.

"Znieważenie, to musi być intencjonalne działanie, tu musi być określony konkretny krąg osób, które są znieważane. W tej sprawie tak nie było (...)" - powiedział.

Dodał, że z zeznań świadków i pokrzywdzonych w tej sprawie wynika, że G. nigdy nie kierował przekleństw itp. do żadnej konkretnej osoby, były one "kierowane w eter (...)". "On się tych słów nie wypierał, przeprosił za nie, do dziś czuje się z ich powodu głupio" - mówił Malak. "Te słowa wpadły w ucho konkretnej osobie (Nitek-Płażyńskiej) i ta osoba spowodowała, że sprawa znalazła się w sądzie" - powiedział dodając, że tylko Nitek-Płażyńska odebrała słowa G. jako znieważenie i groźbę, a pozostałe cztery kobiety "uznały je za dyskomfort, ale nie czuły się znieważone".

"Sąd wyszedł przed szereg czyniąc cztery z kobiet osobami pokrzywdzonymi w tej sprawie" - dodał. Podkreślił, że uznane za obelżywe sformułowania padały z ust G. głównie wtedy, gdy ten się zdenerwował.

Malak podkreślał, że jedno z postępowań prokuratorskich dotyczących znieważania przez G. Polaków umorzono nie dopatrując się przestępstwa w zachowaniu przedsiębiorcy. "Mam wrażenie, że gdy sprawa została objęta nadzorem ministra Ziobry, poglądy prokuratury się zmieniły i już nie dochodziło do umorzenia, mimo, że przesłanki i okoliczności faktyczne były takie same" - dodał.

Zdanie Malaka wejherowski sąd niesłusznie uznał też za groźbę karalną pod adresem Nitek-Płażyńskiej słowa G. "Zabiłbym wszystkich Polaków. Nie miałbym z tym problemu". Adwokat wyjaśnił, że słowa te zostały wypowiedziane po niemiecku, który to język Polakom źle się kojarzy, padły w obecności kobiety, ale nie były skierowane do niej. Malak podkreślił, że G. użył tych słów w sytuacji, kiedy Nitek-Płażyńska poinformowała go, że pewien kontrakt nie dojdzie do skutku z powodu błędu popełnionego przez któregoś z pracowników.

Zdaniem Malaka wypowiedź G. w tej sytuacji można rozumieć jako wyraz frustracji, a nie groźbę. Adwokat zaznaczył, że - po tej sytuacji - Nitek-Płażyńska jeszcze przez wiele miesięcy pracowała w firmie i nie wydawała się przestraszona.

W odpowiedzi na argumentację Malaka prokurator Mariusz Skwierawski zaznaczył, że G. używając słów, których dotyczy proces, musiał mieć świadomość, że adresatami jego wypowiedzi są Polacy. "Jako grupa narodowościowa w sposób oczywisty odbierali te wypowiedzi jako kierowane także pod ich adresem" - mówił prokurator zaznaczając, że można popełnić przestępstwo znieważenia nawet, jeżeli adresat danej wypowiedzi nie poczuł się dotknięty.

Skwierawski dodał, że naganne zachowania G. nie miały charakteru incydentalnego. "One się powtarzały" - powiedział prokurator podkreślając, że świadkami tych zachowań, a więc pokrzywdzonymi, były kobiety.

Zdaniem prokuratora słowa G. mówiące o tym, że zabiłby każdego Polaka były "zapowiedzią popełnienia przestępstwa". "Trzeba mieć na uwadze, że były to słowa kierowane przez pracodawcę, silnego mężczyznę do młodej kobiety" - mówił prokurator. W opinii Skwierawskiego poczucie zagrożenia ze strony Nitek-Płażyńskiej było realne.

Obecna na rozprawie Nitek-Płażyńska, która jest w tej sprawie oskarżycielem posiłkowym, zaznaczyła, że "do karygodnych zachowań G. dochodziło nie tylko wtedy, gdy ten był zdenerwowany". "Takie zachowania miały też miejsce, gdy Hans G. był w dobrym nastroju, kiedy był spokojny. Bardzo ochoczo rozpoczynał takie wykłady, tyrady na temat różnic między Polakami a Niemcami. Lubił często porównywać nas do innych nacji, innych kultur, poniżać (...)" - powiedziała.

"Gdy padają słowa +Pozabijałbym Polaków+ lub ktoś Polaka porównuje do małpy, to ja się czuję obrażona" ? mówiła kobieta. Nitek-Płażyńska powiedziała też, że słowa G. wywoływały u niej strach. "Bałam się, płakałam w domu, chudłam, byłam wymęczona, strasznie mnie ta sytuacja męczyła. W pracy siedziałam dosłownie w drgawkach, napięta, bo były sytuacje, gdy Hans G. potrafił stanąć za mną i udawać że strzela. (?) Ja w tej firmie bałam się Hansa G. i tego, co on może zrobić" - zaznaczała. Dodała, że ona sama "bardzo lubi kulturę niemiecką, ale w tych konkretnych sytuacjach miała do czynienia z retoryką hitlerowską".

Po wysłuchaniu stanowiska stron gdański sąd okręgowy poinformował, że wyrok w tej sprawie zostanie ogłoszony 10 lipca.

Sprawę nagłośniono w programie pt.: "Otwartym tekstem" w Telewizji Republika wyemitowanym 17 marca 2016 r. W audycji zaprezentowano wykonane z ukrycia nagrania dokonane przez Nitek-Płażyńską, na których niemiecki przedsiębiorca mówi m.in.: "Nienawidzę Polaków, nie to, że ich nie lubię, nienawidzę ich. Oni wszyscy są cwelami i idiotami. Lepiej jest w Afryce. Jesteście gównem". Na nagraniu słychać też: "Zabiłbym wszystkich Polaków. Nie miałbym z tym problemu".

Poza procesem karnym, Hans G. odpowiadał też za obrażanie Polaków przed sądem cywilnym. Proces o naruszenie dóbr osobistych wytoczyła mu Nitek-Płażyńska. W marcu br. proces ten zakończył się prawomocnym orzeczeniem wydanym przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Nakazał on niemieckiemu przedsiębiorcy przeprosić listownie Nitek-Płażyńską za obrażanie Polaków i wpłacić 10 tys. zł. na rzecz Muzeum Piaśnickiego. Z kolei Nitek-Płażyńskiej nakazano przeprosić Hansa G. na Facebooku i Twitterze za to, że go nagrywała bez jego wiedzy oraz zapłacić 10 tys. zł na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. (PAP)

Autor: Anna Kisicka

aks/ aj/

(PAP)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
W okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej na rzecz kandydatów w jakiejkolwiek formie. Publikacja na na portalu internetowym jakichkolwiek komentarzy mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów ustawy Kodeks Wyborczy oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny (art. 498 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. - Kodeks wyborczy (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 684 z późn. zm.).

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz