Zamknij
REKLAMA

We Włocławku ruszył proces 32-latka, który znęcał się nad żoną i sześciorgiem dzieci, a w Gdyni od 2011 roku wydano 2662 Niebieskich Kart

20:09, 10.09.2020 | PAP
Skomentuj PAP
REKLAMA

Prokuratura zarzuca Sławomirowi S. znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad żoną i sześciorgiem dzieci. W akcie oskarżenia jest mowa o wielokrotnym biciu członków rodziny, poniżaniu i grożeniu śmiercią.

Do podobnym sytuacji dochodzi również w Gdyni. Od 2011 roku w naszym mieście uruchomiono procedurę Niebieskie Karty aż w 2662 przypadkach. Procedury „Niebieskie Karty” są wszczynane po uprawomocnieniu się rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 13 września 2011 r. w sprawie procedury „Niebieskie Karty” oraz wzorów formularzy „Niebieska Karta” (Dz.U. z 2011r. Nr 209 poz. 1245) czyli od października 2011r.;

Od procedurę Niebieskiej Karty uruchamiano w: 2011r. – 49; 2012r. – 278; 2013r. – 332; 2014r. – 339; 2015r. – 338; 2016r. – 305; 2017r. – 284; 2018r. – 316; 2019r. – 312; 2020r. (stan na 10.07.08.2020r.) - 145.

Dane liczbowe dot. procedur „Niebieskie Karty” – prowadzonych, łącznie od 2011r. do 2017r. z podziałem na dzielnice Gdyni: Babie Doły – 13, Chwarzno-Wiczlino – 62, Chylonia – 258, Cisowa – 134, Dąbrowa – 90, Działki Leśne – 54, Grabówek – 72, Kamienna Góra – 20, Karwiny – 76, Leszczynki – 114, Mały Kack – 65, Obłuże – 144, Oksywie – 129, Orłowo – 58, Pogórze – 96, Pustki Cisowskie-Demptowo – 79, Redłowo – 84, Śródmieście – 78, Wielki Kack – 51, Witomino-Leśniczówka – 46, Witomino-Radiostacja – 88, Wzg. Św. Maksymiliana – 111.

Od 2018 r. procedurę uruchamiają komisariatu policji oraz wyznaczone instytucje, wygląda to tak: Komisariat Policji Śródmieście - 50, Komisariat Policji Redłowo - 46, Komisariat Policji Chylonia - 176, Komisariat Policji Karwiny - 64, Komisariat Policji Oksywie - 104, Komisariat Policji Chwarzno - 77, Inne Komendy/Komisariaty/Posterunki Policji - 30, Pomoc społeczna - 171, Oświata - 40, Ochrona zdrowia - 11, GKRPA (Gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych) – 4.

Od 2017r. organizowane i realizowane wyłącznie przez Ośrodek Interwencji Kryzysowej i Policję tzw. „Niebieskie Patrole”, jako podniesienie jakości usług kierowanych do osób dotkniętych przemocą w rodzinie – celem, dla którego powstał „Niebieski Patrol”, była potrzeba objęcia szerszą i bardziej specjalistyczną pomocą (przez psychologa-interwenta) osób doświadczających przemocy oraz reszty rodziny, nie tylko w trakcie interwencji, ale także nakreślenie wstępnego planu pomocy na następne dni, jak również rzetelne wypełnienie informacjami „Niebieskiej Karty”. Podczas swoich dyżurów, patrol był wzywany do interwencji domowych (po interwencji patrolu prewencyjnego) związanych z przemocą w rodzinie. „Niebieski Patrol” dyżurował z soboty na niedzielę, z niedzieli na poniedziałek i w święta, w godzinach od 18 do 2 nad ranem. W skład zespołu tworzącego „Niebieski Patrol” w 2011r. weszło 20 policjantów z 6 komisariatów policji i Komendy Miejskiej Policji oraz 3 psychologów z MOPS – od sierpnia do grudnia 2011r., odbyło się 46 weekendowo /świątecznych patroli; natomiast w 2012r. udział wzięło 15 policjantów z 4 komisariatów policji i Komendy Miejskiej Policji oraz 3 psychologów z MOPS - od września do grudnia 2012r., odbyło się 30 weekendowo /świątecznych. Od kwietnia do września 2014r. dyżury pełnił (łącznie 48 dyżurów) Niebieski Patrol, w składzie 1 psycholog z MOPS i 2 policjantów z komisariatów policji w Gdyni, w godzinach pomiędzy 18 wieczorem a 2 nad ranem, w weekendy i święta.

Utworzono i nieprzerwanie kontynuowane jest utrzymanie „pokoju dla sprawców przemocy w rodzinie”, którego otwarcie odbyło się 17.10.2011r. – jako działanie związane ze zwiększaniem poziomu bezpieczeństwa osób doznających przemocy w sytuacji zagrożenia rodziny przemocą lub uwikłania rodziny w przemoc, poprzez izolowanie osoby stosującej przemoc od osób krzywdzonych – wykorzystanie przez prokuraturę lub sąd możliwości nakazu umieszczenia takiej osoby w pokoju dla sprawców przemocy w rodzinie, a nie jak dotychczas – zabezpieczając osobę doznającą przemocy poprzez umieszczenie poza domem rodzinnym (np. w hostelu).

Nie zbierane są informacje dotyczące odmowy uruchomienia procedury Niebieskiej Karty, a takowe zdarzają się. Pisaliśmy o tym na przykładzie dzielnicowego (ul. Zbożowej) z Komisariatu Chylonia, który mimo kilku interwencji poszkodowanej nagminnie odmawiał spotkania w sprawie przemocy w rodzinie.

W Gdyni (z różnym skutkiem) działa Zespół Interpersonalny, który zajmuje się m.in. rozdawaniem białych wstążeczek, organizowaniem akcji i kampanii, prowadzeniem szkoleń i warsztatów, których celem ma być przeciwdziałanie przemocy w rodzinie.

Nadal jednak nie ma recepty na tę przemoc w rodzinie, która nie kończy się uruchomieniem procedury Niebieskiej Karty. Według szacunków zdiagnozowana i policzona statystyka przemoc w zaciszu domowym to nawet nie 1/3 tego, co dzieje się w gdyńskich domach, co słyszą sąsiedzi i nie reagują.

W bardzo wielu przypadkach krzywdzone kobiety (i dzieci) wstydzą się tego co dzieje się w ich czterech ścianach, nie wynoszą tego na zewnątrz. Konieczne jest mocniejsze uczulenie mieszkańców, by reagowali na wszelkie przejawy przemocy w rodzinie. Potrzebna jest masowa edukacja, która ma szansę dotrzeć do maltretowanych kobiet, które często funkcjonują już w syndromie sztokholmskim, przez co trudniej im wyrwać się ze spirali przemocy, której doświadczają.

Dlatego niech poniższa relacja z Włocławka stanie się przyczynkiem do poważnego potraktowania przemocy w rodzinie w Gdyni. Nie wystarczy raz do roku pobiegać po mieście i poprzypinać przechodniom białe wstążeczki...

* * *

W Sądzie Rejonowym we Włocławku ruszył w czwartek proces 32-latka, który fizycznie i psychicznie znęcał się nad żoną i sześciorgiem dzieci. Mężczyzna przyznał na sali rozpraw m.in. że uderzył żonę "z bańki", "walnął parę razy chłopców" i nimi rzucił. Grozi mu 10 lat więzienia.

"Połowa zarzutów jest wymyślona przez moją żonę. Nie powiem, walnąłem jej z bańki, ale ona wie za co. Tu nie powiem, o co chodzi, ale na sprawie rozwodowej. Chciała wojny to będzie miała wojnę" - mówił przed sądem oskarżony.

Pytany na korytarzu sądowym przez dziennikarzy, czy żałuje tego, co zrobił, pokazał im dwa środkowe palce.

Przed sądem dowodził, że w jego domu było jeszcze gorzej. Przyznał, że "walnął" wychowywanych chłopców, ale dodał, iż dziewczynek nie uderzył ani razu.

"Nigdy nie mówiłem dzieciom, że je pozabijam. Może powiedziałem, że dostanie +wpierdziel+. Ja ich tylko straszyłem. Mogły się dzieci tego może bać, ale z tego, co wnioskowałam się tego nie bały" - mówił oskarżony.

Sprawa ujrzała światło dzienne na początku roku, gdy żona oskarżonego Sławomira S. z dwojgiem dzieci przyszła do lekarza. Ten zawiadomił funkcjonariuszy o podejrzeniu przemocy w rodzinie. Sześciolatek i siedmiolatek trafili na oddział chirurgii toruńskiego szpitala. Jeden miał złamaną nogę, a drugi kontuzję ręki.

Patrol przyjechał do ich domu, w którym przebywał Sławomir S. z czworgiem pozostałych dzieci; stwierdzili, że mężczyzna jest kompletnie pijany. W wydychanym powietrzu miał 2,4 promila alkoholu; trzeźwiał w policyjnej izbie zatrzymań.

"Jak nie słuchały, to im przyłożyłem. Tak samo byłem wychowywany, jeszcze gorzej. Nie pojmuję tego jako wychowanie dziecka. Stało się i tyle. Nie miałem problemów emocjonalnych" - wyjaśniał w czwartek oskarżony.

Z aktu oskarżenia wynika, że mężczyzna miał wielokrotnie wszczynać awantury, będąc pod wpływem alkoholu. W sądzie mówił, że nazywał dzieci m.in. "knurkami" i "tłuściochami".

Siedmioletniego syna miał m.in. związywać i kopnąć go, łamiąc kość udową, a sześcioletniemu złamać kość ramienia. Mężczyzna, zdaniem prokuratury, rzucał w żonę różnymi przedmiotami, szarpał ją, popychał, uderzał dłonią i pięściami w twarz, ramię, brzuch, wykręcał ręce, ugryzł, dusił, a także kazał jej jeść z podłogi i spać na podłodze.

Zdaniem prokuratury nie ma najmniejszych wątpliwości, że mężczyzna dopuścił się tych czynów. Oskarżony, odnosząc się do wydarzeń, po których dzieci trafiły do lekarza, twierdził, że niechcący uderzył jednym z chłopców o komodę, ale wcześniej zwracał uwagę żonie, aby ich rozdzieliła. Ta w jego ocenie była jednak zajęta telefonem. Jej pobicie wiązał z faktem podejrzewania o zdradę.

Mężczyzna został doprowadzony na salę rozpraw z aresztu. Sąd nie wyłączył jawności postępowania. (PAP)

autor: Tomasz Więcławski

twi/ lena/

(PAP)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA