Zamknij
REKLAMA

Zmasakrowana twarz goi się. Ślad pozostanie do końca życia. Jednak nadal nie wiadomo co z napastnikiem

17:55, 20.11.2020 | Mariusz Sieraczkiewicz/foto nadesłane
Skomentuj
REKLAMA

Zaatakowany nożem Tomek jest już po przesłuchaniach na Policji. Zeznania składali również świadkowie zdarzenia, w czasie którego nożownik zmasakrował mu twarz.

Do ugodzenia nożem doszło w szamotaninie i i to uratowało poszkodowanego, gdyby napastnik miał wolną przestrzeń mogłoby to się skończyć najgorszym. Bardzo ostry nóż i umiejętność posługiwania się nim bez blokady mogły zadać nawet cios ostateczny.

Teraz poszkodowany, i również jego znajomi, którzy z nim wtedy wracali, czekają na ciąg dalszy sprawy. Za chwilę minie miesiąc, a nikt nie dostał żadnego powiadomienia. Nie wiadomo na co czeka sąd. Sprawa jest jasna i z pełną dokumentacją zeznań świadków oraz opinii medycznych.

Napastnik powinien w świetle dowodów zostać skazany i osadzony za próbę pozbawienia życia.

Przypomnijmy, 26 października wieczorem na wysokości Lidla przy ul. Świętojańskiej doszło do ataku nożem na jednego z uczestników protestu.

Po demonstracji przed biurem posła Marcina Horały ok. godz. 22:00 grupa młodych ludzi wracała do domu ulicą Świętojańską. Przechodząc obok Lidla natknęli się na 64 latka, który najpierw wyzwiskami potraktował dwie idące z przodu dziewczyny. Padło m.in. "wy szmaty".

Kiedy minął grupę młodych mężczyzn skierował również do nich sporą porcję inwektyw. Jeden z młodych ludzi zareagował i powiedział "zamknij mordę". To bardzo nie spodobało się zdenerwowanemu przechodniowi. Wyjął nóż. Doszło do szamotaniny.

Jak opowiadają świadkowie zdarzenia próbował nożem ugodzić odważnego chłopaka. Ten jednak zastosował unik. I wtedy napastnik trafił go w twarz. Długa na 10 cm otwarta rana jest efektem ataku nożownika (zdjęcie pod artykułem). Poszkodowany trafił na pogotowie, gdzie założono mu kilkanaście szwów.

- To było kilkanaście sekund – opowiada świadek zdarzenia Sebastian. - Ten mężczyzna bo zadanym koledze ciosie uciekł i skrył się w pobliskim barze. Chyba stamtąd zawiadomił policję. My również zadzwoniliśmy, by wezwać patrol.

Właściciel lokalu próbował wyprosić nieproszonego gościa, ten jednak upierał się. Wtedy gastronomik wypuścił go klatką schodową. Znajomi poszkodowanego zorientowali się i zablokowali drzwi wyjściowe z klatki, czekając na przyjazd radiowozu.

Po dotarciu funkcjonariuszy policji, napastnik został skuty w kajdanki i zatrzymany. Świadkowie zdarzenia zostali spisani i złożyli zeznania.

Trwają czynności w sprawie. Prawdopodobnie 64 latkowi zostaną postawione zarzuty uszkodzenia ciała. Za taki czyn grozi nawet do 5 lat więzienia.

(Mariusz Sieraczkiewicz/foto nadesłane)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz