Zamknij
REKLAMA

Dziecko zmarło po wizycie w Puckim Szpitalu. Kto odpowiada za śmierć półtorarocznego Maksymiliana? Sprawą zajęli się biegli z Katedry Medycyny Sądowej UJ w Krakowie

11:14, 13.09.2021 | Mariusz Sieraczkiewicz/foto screen/Uwaga TVN
Skomentuj
REKLAMA

O tym, że źle się dzieje w Puckim Szpitalu nikogo przekonywać już nie trzeba. Zlikwidowane oddziały pediatrii i położnictwa są najlepszy świadectwem dla niekompetentnej władzy Powiatu Puckiego.

Staroście już nic innego nie pozostało niż atakowanie radnego powiatowego Michała Kowalskiego za to, że ten mówi prawdę i demaskuje złe praktyki szkodzące mieszkańcom powiatu puckiego.

Można odnieść wrażenie, że całe te sztuczne zamieszanie wywoływane przez starostę może mieć również za cel zakrycie sprawy śmierci półtorarocznego Maksymiliana, który po wizycie w sierpniu ubiegłego roku w Puckim Szpitalu nie został przyjęty na oddział tylko z rodzicami odesłany do domu, gdzie na drugi dzień zmarł.

Z racji miejsca zamieszkania chłopczyka sprawa jego śmierci trafiła do Prokuratury Rejonowej w Łańcucie. Teraz jednak trafiła wyżej.

- Postępowanie dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci małoletniego Maksymiliana z Łańcuta wszczęte w dniu 8 sierpnia 2020 roku, tj. o przestępstwo z art. 155 k.k. zostało przejęte do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Regionalną w Rzeszowie – poinformował nas Krzysztof Ciechanowski Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Art. 155. [Nieumyślne spowodowanie śmierci]

Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Przypomnijmy, że 6 sierpnia mający 18 miesięcy Maksymilian poczuł się źle. Miał katar i zrobił się osowiały. Rodzice postanowili skrócić urlop nad morzem w Jastrzębiej Górze i wcześniej wrócić do rodzinnego Łańcuta.

Stan chłopczyka pogarszał się, miał problemy z oddychaniem, co było powodem udania się do Puckiego Szpitala. Wiele trudności spotkało ojca dziecka. W ogóle nie mógł dodzwonić się do lecznicy. Wybierając numer 112 trafił nawet do dyspozytora z innego województwa, który polecił mu dzwonić pod 999.

I mimo tego, że udało mu się zdobyć numer bezpośredni i tak nie dane mu było połączyć się ze szpitalem w Pucku.

Rodzice postanowili mimo wszystko skierować się do Puckiego Szpitala. Dotarli ok. godz. 20:00. Tam po teście covidowym przyjęła ich lekarka. Dziecko zostało przebadane bardzo pobieżnie. Bez pytania o wiek czy przeciwwskazania lekarka dała chłopcu zastrzyk, a rodzicom poleciła udać się w drogę do domu.

Zasugerowała również by zakupić dziecku inhalator i postawić przy łóżku garnek z wodą...

Chyba lepiej do sprawy podszedłby filmowy znachor - Antoni Kosiba, dla którego życie ludzkie było wartością najwyższą!

Po powrocie nad ranem do domu cała rodzina zasnęła w jednym łóżku. Śpiąc niespokojnym snem rodzice słyszeli rwany, świszczący oddech synka. Około godziny 10 pan Mariusz, ojciec Maksymiliana postanowił wstać... i wtedy zaległa głucha cisza!

Chłopczyk przestał oddychać.

Pogotowie wezwano natychmiast. Przyjechały aż dwie karetki – jedna z Łańcuta, druga z Rzeszowa. Reanimacja trwała ponad godzinę. Jednak nie przywrócono oddechu...

Lekarka w Puckim Szpitalu zdiagnozowała zwykły katar, a dziecko zmarło na rozległą rozedmę płuc.

Razem z ratownikami medycznymi zjawiła się pani prokurator, która uznała, że należy postawić zarzut narażenia chłopczyka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez lekarza pełniącego w tym czasie dyżur w Poradni Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej w szpitalu w Pucku i nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka.

Zawiadomienie o wszczęciu przez prokuraturę w Łańcucie śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Maksymiliana przez lekarkę z Puckiego Szpitala rodzice otrzymali w dniu pogrzebu.

Wstępna sekcja zwłok wykazała, że powodem śmierci chłopczyka była ostra rozedma płuc i obrzęk mózgu. Według specjalistów takie sytuacje nie zdarzają się wśród dzieci. Gdyby dziecko było dokładnie zbadane i zaaplikowano by odpowiednie lekarstwa nic złego by się nie stało. Najlepszy rozwiązaniem byłoby pozostawienie chłopca w szpitalu.

W tej chwili czynności prowadzi Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Sprawa toczy się dalej.

Zgromadzony przez Prokuraturę Regionalną w Rzeszowie materiał został przekazany biegłym Pracowni Ekspertyz Sądowo-Lekarskich Katedry Medycyny Sądowej UJ w Krakowie, którzy mają wydać opinię, czy doszło do popełnienia błędu medycznego.

Sprawą zajął się również Rzecznik Paw Pacjenta

Lekarz postawił błędną diagnozę, nie rozpoznał zapalenia płuc i nie wdrożył skutecznego leczenia. Brak postawienia prawidłowej diagnozy niewątpliwie wpłynął na dalszy proces leczenia, a dokładnie na zaniechanie leczenia ostrej infekcji dróg oddechowych. Ponadto błędnie postawioną diagnozę należy również zakwalifikować jako naruszenie prawa pacjenta do informacji o stanie zdrowia, rodzice chłopca otrzymali wskazania, co do niewłaściwego rozpoznania jednostki chorobowej” - czytamy w stanowisku RPP.

Z opinią rzecznika nie zgadza się dyrekcja Puckiego Szpitala, tego samego w którym 3 miesiące temu zlikwidowano oddziały pediatrii i położnictwa.

Argumenty lecznicy są jednak mało przekonywujące. Bardziej to wygląda na zastosowania zasady „tonący brzytwy się chwyta”. Z treści stanowiska dyrekcji szpitala wynika, że nie chce przyjąć odpowiedzialności za śmierć półtorarocznego Maksymiliana i całą winą zwala na lekarza dyżurnego.

Stanowisko dyrekcji Puckiego Szpitala

Szanowni Państwo,

śmierć dziecka jest bez wątpienia ogromną tragedią. Rozumiemy rozgoryczenie i żal, który przemawia przez rodziców dziecka oraz determinację w wyjaśnieniu przyczyn śmierci. Niemniej jednak, nie ze wszystkimi metodami informowania o sytuacji jesteśmy wstanie się zgodzić - niektóre z nich mogą, czy wręcz powinny, stanowić podstawę do poinformowania służb państwowych z uwagi na swoją treść i przekaz. W tym momencie, zachowania te pozostawimy bez komentarza.

Od początku sprawa budziła wiele kontrowersji i ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Wyrokowanie, groźby pod adresem Zarządu, czy samej Prezes Szpitala, przyjęto jako standard walki o zainteresowanie tematem.

Na chwilę obecną trwają czynności wyjaśniające, które od początku wspieramy - i podobnie jak rodzice dziecka - czekamy aż właściwe temu organy rozpatrzą całościowo sprawę.

W ostatnich dniach pojawiło się w mediach pismo od Rzecznika Praw Pacjenta, które "stwierdza naruszenie praw pacjenta małoletniego Maksymiliana do świadczeń zdrowotnych oraz informacji o stanie zdrowia". Oficjalnie chcielibyśmy zaznaczyć, że nie zgadzamy się z opinią Rzecznika i w związku z tym wystosujemy odpowiednie pismo uzasadniające, które po przesłaniu Rzecznikowi również opublikujemy.

W ramach udzielonego świadczenia przeprowadzono badanie przedmiotowe i podmiotowe oraz podano domięśniowo produkt leczniczy. Czy lekarz mógł zlecić wykonanie RTG klatki piersiowej lub zlecić badania biochemiczne krwi, o których wspomina Rzecznik? Oczywiście. Szpital Pucki sp. z o. o. dysponuje całodobową pracownią RTG i laboratorium. Niemniej jednak to decyzja lekarza dyżurującego - nie placówki. Pytanie o zasadność prosimy więc kierować do lekarza, który udzielał świadczenia dziecku, a który już nie współpracuje ze Szpitalem Puckim sp. z o. o.

Od samego początku szpital jest transparentny w swoich działaniach i dąży do pełnego oraz rzetelnego wyjaśnienia sprawy. Leży to w interesie szpitala, rodziców dziecka oraz każdej osoby, którą śmierć Maksymiliana dotknęła.

(Mariusz Sieraczkiewicz/foto screen/Uwaga TVN)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%