Zamknij
REKLAMA

Twarze Pomagania: całe serce dla hospicjum

11:17, 31.05.2022 | Mariusz Sieraczkiewicz/ fot. Dawid Linkowski
Skomentuj
REKLAMA

Jeszcze kilka tygodni i rozpocznie się dystrybucja kalendarzy na rok 2023. Gdy trafią do obiegu, trwać już będą przygotowania do listopadowej kwesty na cmentarzach w Gdyni i Rumi. Później - styczniowy Orszak Trzech Króli i koordynacja pracy prawdziwej armii wolontariuszy, zachęcających gdynian i gdynianki do wsparcia działalności gdyńskiego Stowarzyszenia Hospicjum św. Wawrzyńca podczas akcji Pola Nadziei.

Od 14 lat Justyna Januka – bohaterka dzisiejszego odcinka cyklu „Twarze Pomagania” - jest w stowarzyszeniu pracowniczką i wolontariuszką jednocześnie – oddaną temu miejscu bez reszty i skłaniającą do działania na rzecz placówki coraz to nowe osoby. Bo, jak podczas naszej rozmowy podkreśla wielokrotnie, pomaganie ma sens.

Jako pierwsze przy ul. Dickmana na Oksywiu powstało, w 2000 roku, stacjonarne hospicjum dla dorosłych. Trzynaście lat później, po drugiej stronie ulicy, otwarto Bursztynową Przystań – stacjonarne hospicjum dla dzieci i młodzieży.

Justyna Januka, z zawodu księgowa, pracowała wówczas w biurze rachunkowym.

Należałam do Franciszkańskiego S.O.S., razem z Urzędem Miasta organizowaliśmy dla potrzebujących wigilie i śniadania wielkanocne – wspomina. – O hospicjum nie wiedziałam w zasadzie nic. Aż spotkałam znajomą kwestującą na cmentarzu. Zainteresowałam się, zaczęłam dowiadywać się więcej. W grudniu miało być szkolenie dla wolontariuszy – postanowiłam spróbować. Wystarczył pierwszy wolontariat po szkoleniu… Tak się wciągnęłam, że po trzech latach powiedziałam sobie: „Chcę tu pracować. To jest moje życie. To jest moja miłość”.

Dziś Justyna Januka organizuje w hospicjum wszystkie akcje pomocowe, wolontariat akcyjny, czuwa nad działaniami koordynatorów, do wybuchu pandemii organizowała szkolenia dla wolontariuszy z udziałem specjalistów. Przyznaje, że przez te lata rozwinęła się, jeszcze bardziej otworzyła na ludzi. Dla potrzebujących jest dostępna 24 godziny na dobę. Znajdują ją dawno niewidziani znajomi: dowiadują się z Facebooka gdzie pracuje i proszą o poradę.

- Tyle ile mogę pomogę sama, jeśli trzeba przekieruję do osób, które powiedzą więcej – mówi. I jak podkreśla wielokrotnie w czasie naszej rozmowy: - To nie jestem tylko ja: to cały tłum ludzi, którzy tu pracują. Razem opowiadamy o naszym domu: jak żyjemy, jak spędzamy w nim czas, jacy chorzy u nas mieszkają. Zachęcamy wolontariuszy, żeby do nas dołączali i chcieli z nami zostać. Żeby pokochali nas tak, jak my kochamy naszą pracę. I to nam się udaje, z roku na rok wspiera nas coraz więcej osób.

W hospicjum i dla hospicjum pracuje ponad 150 osób. Opiekują się ponad 200 rodzinami w hospicjum domowym dla dorosłych oraz ponad 50 dziećmi w hospicjum domowym i stacjonarnym. Potrzeb, a tym samym związanych z nimi możliwych form wparcia jest wiele: kwestowanie, przewiezienie hospicyjnych kalendarzy - cegiełek, rozwieszenie plakatów, czuwanie nad wolontariuszami, towarzyszenie chorym. Każde z tych zadań ma sens.

Budynek gdyńskiego hospcjum  przy ul. Dickmana //  fot. facebook.com/hospicjumgdynia

- Codziennie ludzie dają nam radość, codziennie ktoś nas potrzebuje. Dostajemy podziękowania za pomoc, zapewnienia o wsparciu, wyrazy wdzięczności. Uczniowie, którzy kwestują z nami w listopadzie, często słyszą od dorosłych o doświadczeniach z hospicjum. Mówię im: „Uczcie się, słuchajcie, bo to ważne. Bo wy jesteście ważni”. Gdy rozprowadzaliśmy nasze tegoroczne kalendarze – cegiełki dostałam zdjęcie od jednej z mam. Pisała, że córki są zachwycone. „Dziękuję, że mogliśmy być. Chcemy pomagać dalej”. Te dziewczynki nie zdobywały punktów do szkoły za wolontariat. Po prostu czuły się potrzebne.

Hospicyjny rok przypomina trochę rok szkolny. Rozpoczyna się we wrześniu, gdy startuje dystrybucja 10 tys. hospicyjnych kalendarzy - cegiełek. Na przełomie października i listopada na cmentarzach w Gdyni oraz Rumi odbywa się kwesta: z udziałem kilkuset wolontariuszy i kulminacją 1 listopada, gdy do kwestujących dołączają osoby znane i lubiane. Początek stycznia to z kolei Orszak Trzech Króli i start kampanii „Podziel się 1 %”. Wiosna przynosi z kolei Pola Nadziei, współtworzone z innymi hospicjami na Pomorzu. Wszystkie budzą dużo dobrych emocji, angażują setki osób.

Oczywiście, w ciągu całego roku są też mniejsze wydarzenia: wolontariusze z hospicyjnymi puszkami są zapraszani na festyny, koncerty, śluby, rocznice ślubu, pogrzeby.

- A gdy ktoś pyta, czego potrzebujemy, odpowiadam że tego, czego zwykle potrzeba w domu: mleka, chleba, sera, wędliny, pomidorów, jajek – wylicza pani Justyna. - Zawsze i w każdej ilości potrzebne są rękawice nitrylowe, środki medyczne. Ale najlepiej, gdy ktoś dowie się wcześniej czego nam potrzeba, bo to się może zmienić z dnia na dzień.

O zwykłej codzienności hospicjum Justyna Januka mówi młodzieży podczas spotkań w szkołach. - Wciąż wiele osób nie ma pojęcia czym jest hospicjum. Uciekają, boją się – i trudno im się dziwić. Więc ja opowiadam młodzieży, jakie fantastyczne rzeczy robimy, ilu fantastycznych ludzi angażuje się w nasze życie. Na przykład artyści, którzy przed pandemią przychodzili do nas śpiewać i grać z okazji Światowego Dnia Chorego czy Dnia Wolontariusza, ale też, bez powodu, harcerze z gitarami. Opowiadam dzieciakom jak na co dzień żyjemy: że to trudne chwile dla naszych chorych, ale staramy się żeby mimo to częściej się uśmiechali, żeby nie czuli się samotni. Mówię też młodzieży że tu najważniejsze jest, aby każdy dzień był godny. Zachęcam do myślenia, refleksji. Pokazuję, w jakiej formie przez cały rok można przyłączać się do naszych akcji. Cieszę się, że dyrektorzy mnie zapraszają: młodzi ludzie dowiadują się o nas i przekazują tę wiedzę swoim rodzinom. A potem razem kwestują w listopadzie.

Dzięki załodze hospicjum (pani Justyna: To dobry zespół, który daje sobie siłę. Sztab fajnych ludzi z otwartymi sercami), Zdzisławowi Januce (Gdyby nie Zdzisiu, byłoby mi dużo ciężej. Mąż jest zawsze ze mną na akcji.), rodzinie i znajomym (Wspiera mnie cała rodzina, wspierają przyjaciele… Wszyscy którzy mnie otaczają.), kibicom Arki Gdynia (Żółto-Niebieski Mikołaj współpracuje z nami co najmniej od 10 lat) i wielu, wielu innym gdyńskie hospicjum zna i wspiera coraz więcej osób. Coraz mniej osób dziwi się na widok kogoś w żółtej, hospicyjnej koszulce i coraz więcej ludzi wie, czym są Pola Nadziei.

Orszak Trzech Króli. Justyna Januka z mężem Zdzisławem // archiwum prywatne

- Kiedyś wyliczyliśmy, że jednego dnia w Polach Nadziei udział wzięło ponad 1000 osób. Fanie nakłonić tylu ludzi do działania. To jest wielkie. Serducho rośnie i chce się codziennie przychodzić do pracy. Ludzie są cudni, ludzie są wspaniali, mają otwarte serca i chcą z nami dzielić tę pracę. Człowiek codziennie otacza się taką pozytywną energią… – uśmiecha się pani Justyna. - Praca w hospicjum i dla hospicjum to praca z przyjaciółmi - przecież nikt zły nie pomaga. Z wieloma wolontariuszami spotykam się prywatnie. Oczywiście, są ciężkie chwile, bo to nie jest łatwe miejsce. To nie jest praca dla każdego. Na szkolenie dla wolontariuszy przychodzi 20-30 osób, zostają 2-3. Już na początku zastrzegam że tak będzie, nie zawsze wierzą. Trzeba mieć pewnego rodzaju powołanie, ale wspierać można nas na wiele sposobów. Wystarczy do mnie zadzwonić, już ja coś dla każdego znajdę…

Wolontariat akcyjny, niemedyczny:

Stowarzyszenie Hospicjum im. św. Wawrzyńca

Justyna Januka

tel.: 501 769 915

e-mail: [email protected]

Cykl „Twarze pomagania powstał w ramach: „Adaptacja Koncepcji UrbanLab w Gdyni” w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna na lata 2014-2020, współfinansowanego ze środków Funduszu Spójności.

(Mariusz Sieraczkiewicz/ fot. Dawid Linkowski)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%