Zamknij
REKLAMA

Marcin Jank: jesteśmy w przededniu zakupu biletów lotniczych

18:18, 14.02.2020 | Mariusz Sieraczkiewicz
REKLAMA
Skomentuj

Marcin Jank jest nauczycielem geografii i przyrody w II LO. Pełni równię rolę Opiekuna Koła Turystyki Górskiej przy II Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Gdyni. Swoją miłością do gór i wędrówek zaraża uczniów. W tym roku przed nimi nie lada wyzwanie – jadą do Nepalu by stanąć u podnóża Mont Everestu.

Nepal leży strasznie daleko i wysoko. Skąd pomysł na wyprawę właśnie pod Mount Everest?

Można powiedzieć za słynnym brytyjskim himalaistą Georgem Mallorym: „because it is there”. Himalaje to świątynia dla wszystkich, którzy kochają góry, myślę, że każdy marzy o takim celu, jakim jest dolina Khumbu i piętrzące się ponad nią ośmiotysięczniki - Everest i Lhotse oraz strzelista, oświetlona promieniami słońca wysoka Ama Dablam.

Kiedy się obudziła w Panu miłość do gór?

Góry pokazał mi mój starszy brat. Były nimi Tatry. Skały, górskie jeziorka, niemal nieba sięgające szczyty - to dla małego chłopca była nieznana wcześniej sprawa, magia. Tatry od dzieciństwa mają swoje miejsce w moim sercu, aczkolwiek teraz od lat jest tam ogromny ruch turystyczny, unikam ich w sezonie…

Co było do tej pory dla Pana największym wyzwaniem związanym z górami?

W 2015 roku byłem w górach Kaukaz w Gruzji. Najpierw atakowaliśmy okazały szczyt Tetnuldi. Na grań weszliśmy już około ósmej rano. Wydawało się, że szczyt jest na wyciągnięcie ręki - to tylko kilometr w poziomie. Zaczął się mikst - skały, śnieg, lód. Lufa w dół z jednej i z drugiej strony, tylko wąski grzebień, którym można było się poruszać. Bardzo ślisko i niebezpiecznie. Po czterech godzinach byliśmy nadal pół kilometra w poziomie od wierzchołka, zaczęliśmy wycof.

Tydzień później z kolegą znaleźliśmy się pod Kazbekiem. W nocy atak szczytowy rozpoczęło dwadzieścia kilka osób. Jeszcze na przełęczy pod Kazbekiem robiłem pamiątkowe zdjęcia grupie z Czech. Kobieta już nie wróciła do obozu, jej dwóch kompanów mocno poobijanych…To był ekstremalny dzień. Po południu temperatura na lodowcu osiągnęła niespotykane wartości - ponad 20 stopni! Jak w patelni… Wszystko dookoła waliło się, śnieżne mostki zapadały się, tam, gdzie rano była ścieżka teraz często płynął szeroki strumień…z góry spadały z hukiem głazy wielkości wagonów kolejowych. Człowiek jest niesamowicie mały wobec takiej potęgi…Jeśli znajdzie się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze - nie ma szansy. Wtedy wyleczyłem się z alpinizmu, ale nie z gór ? Postanowiłem sobie jednak, że najpierw wychowam dzieci zanim, jeśli kiedykolwiek to nastąpi, wrócę w wyższe partie gór…

Każdy ma marzenia. Które z gór są dla Pana swoistym pragnieniem odwiedzenia, jest ich dość przecież sporo na naszym globie?

Zdecydowanie pierwsze miejsce zajmuje Patagonia. Kraina lodu, strzelistych turni i wiatru. Ale to chyba ze względu na odległość i koszty dość odległa perspektywa. Chociaż jak widać - marzenia się spełniają. Do niedawna przecież jednym z nich były w moim przypadku Himalaje - które się właśnie urzeczywistniają…

A polskie góry ma Pan zaliczone?

Bardzo wiele mam tych gór schodzonych… Ale są jeszcze „białe plamy”. O dziwo nigdy nie trafiłem w Gorce na przykład… W inne z kolei trafiałem - bez cienia przesady - po kilkanaście razy - jak choćby w Tatry, Karkonosze czy Stołowe.

Miłośnicy polskich gór mają swoje ulubione szczyty, szlaki i miejsca. Ja uwielbiam Sudety Wysokie i wędrówki na Śnieżnik. A Pan?

Gór w Polsce nie mamy zbyt wiele, pewnie dlatego tak je kochamy! Dla mnie mistyczne są Góry Stołowe, wielokrotnie chodziłem tam, również poza szlakami…Prowadziłem badania, pisałem o nich swoją pracę magisterską, przeżyłem tam randki i wypady z paczkami znajomych, lubię tam wracać… Piękne są Bieszczady jesienią, zachwyca ciszą i spokojem Beskid Niski. Jest tego trochę.

Jakie wyprawy poza granicami Polski ma Pan już za sobą?

Kilka wejść na alpejskie czterotysięczniki, Kazbek w Gruzji - na nim dotarłem do przełęczy tuż pod szczytem, trawers Islandii w warunkach zimowych - to był niezwykłe, magiczne przeżycie, przez kilkanaście dni nie spotkaliśmy na drodze żywego człowieka… W Europie odwiedziłem wiele pasm górskich - Fogarasz, Riłę, Pireneje, Sierra Nevada, Góry Skandynawskie, góry Słowacji…

Wracając do wyprawy do Nepalu. Czy wcześniej już uczniowie uczestniczyli w Pana wędrówkach?

Nasze Koło Turystyki Górskiej ma na swoim koncie m.in. niezwykle udaną wyprawę do Kazachstanu i Kirgistanu - w góry Tien-Szan. To było w roku 2018. Dotarliśmy do lodowca Karakol oraz nad jezioro Ala-Kol położone na wysokości 3500 metrów.

Jak idą przygotowania do zdobycia Himalajów?

Zgodnie z naszym planem. Jesteśmy w przededniu zakupu biletów lotniczych. Kiedy już będziemy mieli je w garści- będziemy mogli szczegółowo rozplanować marszrutę, noclegi u znajomych Szerpów (trzy letnie sezony pracowałem razem z Nepalczykami w schronisku w Alpach Lechtalskich w Tyrolu). Oczywiście zdamy również o kondycję fizyczną oraz zdobywamy wiedzę o Nepalu - czytamy fachową literaturę oraz strony internetowe.

Co musicie zabrać ze sobą, jaki sprzęt, nie będzie to przecież wędrówka po klifie w Orłowie, nic mu oczywiście nie ujmując?

W zasadzie technicznych trudności nie będzie dużo. Noclegi i jedzenie - ten problem też odpada - dolina Khumbu jest już bardzo turystycznym miejscem. Ale z racji sporego dystansu, który mamy do pokonania na własnych nogach - koniecznie będzie dobre obuwie oraz lekkie rzeczy - wśród nich kurtka i śpiwór jak najbardziej puchowe.

Ilu uczniów wybiera się z Panem?

Początkowo o wyjazd starała się niemal dziesiątka uczniów. Z czasem liczne spotkania pozalekcyjne oraz biegowe treningi sprawiły, że grupa zmalała do sześciu osób. Na ostatniej prostej z wyjazdu zrezygnowały dwie dziewczyny - zapewne rodzice przestraszyli się skali wyjazdu oraz spodziewanych trudności i długiej rozłąki…

Kiedy staniecie na ziemi Szerpów i ile czasu potrwa himalajska przygoda?

Wyjazd planujemy na przełomie kwietnia i maja. Na miejscu będziemy około trzech tygodni i zapewne przeżyjemy w Nepalu wszystkie pory roku- w Kathmandu będą panowały upały, wyżej spotkamy wiosnę a w okolicach Everest Base Camp raczej surowe warunki…

Jak można wesprzeć Waszą wyprawę?

Zwracamy się z uprzejmą prośbą do osób, które mogą wesprzeć nas swoim groszem - koszt wyprawy z racji oddalenia Nepalu od Polski oraz z uwagi na długość trwania wyjazdu jest duży. Oszacowaliśmy go na około 6-8 tys. zł na każdego uczestnika. Nie jest to mały wydatek, może on wykluczyć realizację marzeń dla niektórych osób. Dodatkowo dochodzi jeszcze cała masa niezbędnego sprzętu wyprawowego, który młodzi ludzie muszą przecież kompletować praktycznie od zera…

Wpłaty można realizować na konto Rady Rodziców przy II LO Gdynia (z dopiskiem - NEPAL):

RADA RODZICÓW

przy II Liceum Ogólnokształcącym

81-327 Gdynia, ul. Wolności 22B

NIP 958-12-84-474

nr konta: 69 1500 1881 1210 2002 6804 0000

 

Można nas również śledzić na Facebooku:

https://www.facebook.com/2LOGORY/

i bezpośrednio się z nami skontaktować

 

 

 

(Mariusz Sieraczkiewicz)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© mlodagdynia.pl | Prawa zastrzeżone