Zamknij
REKLAMA

Julka Wróblewska i Stasiu Wierczyński: wiemy ze zawsze możemy na siebie liczyć i ufamy sobie

22:12, 13.10.2020 | Mariusz Sieraczkiewicz/foto Julia Wróblewska
Skomentuj
REKLAMA

Podczas Sopot Catamaran Cup 2020 w klasie Hobie Cat 16 Stanisław Wierczyński i Julia Wróblewska z UKS NAVIGO zajęli II miejsce, a w tegorocznych zawodach Volvo Sailing wypływali. III miejsce Oboje są uczniami szkoły średniej – III Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni.

Jak to się stało, że pływacie razem?

Gdybyśmy powiedzieli, że to była decyzja trenera wynikająca z długich obserwacji i wizji potencjalnych wysokich wyników, to nie do końca byłaby to prawda. Bardziej niż cokolwiek innego zadecydował o tym... przypadek. Pod koniec zeszłych wakacji oboje, z różnych powodów zakończyliśmy współpracę w poprzednich załogach, więc, aby nie wypaść z formy, stworzyliśmy „tymczasowy” team. Zaledwie po tygodniu wspólnych treningów wystartowaliśmy w mistrzostwach polski, gdzie ku zaskoczeniu wszystkich (naszemu również) zajęliśmy 3 miejsce w klasie Hobie Cat 16. Po tak udanych regatach postanowiliśmy stworzyć zespół, tym razem już na stałe. W wyniku ciężkiej pracy, na początku tego roku otrzymaliśmy powołanie do Młodzieżowej Kadry Narodowej Polskiego Związku Żeglarskiego w klasie Nacra 15 (młodsza siostra o dwie stopy większej olimpijskiej Nacry 17). Pod koniec lipca dostaliśmy wszystkie potrzebne części i po zamontowaniu całości rozpoczęliśmy intensywne treningi pod okiem trenera Pawła Soleckiego.

A jako indywidualnie rozpoczęły się Wasze kariery żeglarskie?

Julka: Od dzieciństwa zawsze chciałam trenować koszykówkę... Jednak na początku drugiej klasy podstawówki, czyli jakieś dziesięć lat temu, rodzice namówili mnie na jedne zajęcia początkującej grupy klasy Optymist. Pierwsze wejście na łódeczkę z żaglem potraktowałam raczej jako wyzwanie, ale później zafascynowała mnie wolność i swoboda jakie daje ten sport. Z czasem chciałam być coraz lepsza i trenowałam pod okiem trenerów z Yacht Klub Stal Gdynia. Najpierw na, już przeze mnie wspomnianych, Optymistkach, a później większych Omegach. W sumie największy przełom w mojej karierze nastąpił, gdy mój przyjaciel zachęcił mnie do przejścia na katamarany do klubu UKS Navigo w Sopocie. Po kilku miesiącach zaznajomienia się z dwukadłubowcami zaczęliśmy pływać na olimpijskiej klasie Nacra 17, która charakteryzuje się hydroskrzydłami (zwanymi także foilami) na mieczach i sterach. Dzięki nim łódka jest w stanie unosić się nad wodą, co w rezultacie umożliwia płynięcie szybciej niż wynosi sama siła napędzającego wiatru!

Stachu: W 2011 roku, kiedy szedłem do pierwszej klasy, w szkole podstawowej moi rodzice wysłali mnie na dwutygodniowe kolonie żeglarskie na Optymistach.

Po roku przeniosłem się do grupy B, która była już klasą regatową. Niestety nie udało mi się osiągnąć żadnych fascynujących wyników, choć zawsze ścigałem się z najlepszymi.

Po 3 latach w tej grupie rodzice zakupili mi nowszy model Optymista i przeniosłem się na pół roku do najbardziej zaawansowanej grupy regatowej, grupy A. Jednak po kilku regatach ja oraz trener stwierdziliśmy, że najwyższy czas abym przeszedł na inną klasę. Wiązało się to z moim wzrostem, ponieważ Optymist robił się dla mnie po prostu za mały. Moja koleżanka namówiła mnie abym sprawdził czy spodobają mi się katamarany, na których sama pływała. Po dwóch treningach na klasie katamaran Hobie Cat 16 postanowiłem zostać i kontynuować moją karierę żeglarską właśnie na dwukadłubowcach, pod okiem trenera Pawła Soleckiego, w klubie UKS Navigo Sopot.

Przez 2 i pół roku pływałem na tej klasie a następnie rozpocząłem współpracę z Julką i razem zaczęliśmy pływać na klasie preolimpijskiej Nacra 15.

W tegorocznych zawodach Volvo Sailing wypływaliście III miejsce. Są głosy, że mogło być lepiej. Co takie wydarzyło się przed, co utrudniło Wam strat?

Tak, to prawda wywalczyliśmy III miejsce, ale razem z nim zdobyliśmy mnóstwo doświadczenia na przyszłość. Ogółem jesteśmy bardzo zadowoleni, chociaż faktycznie po obserwacjach tego, jak radziliśmy sobie na treningach w porównaniu do innych załóg, mieliśmy nadzieję na więcej. Trzeba byłoby zaznaczyć, że po niecałym miesiącu pływania mierzyliśmy się z osobami z dużo większym doświadczeniem. Zadania nie ułatwiał nam bardzo zmienny, niestały wiatr, który czasem potrafił przesądzić o całym biegu wyścigu. Co więcej, sami zauważyliśmy, że musimy nauczyć się popracować nad ciągłą koncentracją na wodzie.

Jak czuliście się na wodzie?

Oczywiście, jak przed każdym startem w regatach pojawił się delikatny stres. Staraliśmy się nie nastawiać na cokolwiek, tylko skupić na wykonaniu jak najlepszej roboty i podejmowaniu jak właściwych decyzji. Nie zawsze niestety to nam się udawało, ponieważ zmienny wiatr spowodował, że strategia jaką przyjmowaliśmy na podstawie obserwacji w jednym momencie, mogła okazać się zupełnie nieopłacalna chwilę później. To wszystko sprawiło, że, nie ukrywajmy, czasami wkradało się zdenerwowanie albo frustracja, ale to też jest kolejna lekcja, tego nad czym powinniśmy popracować. Gdy tylko zaczęło bardziej wiać, było już dużo lepiej, bo zdecydowanie zaczęliśmy gonić czołówkę

Czy konkurencja była mocna?

Tak, to trzeba przyznać, że pozostałe załogi prezentowały wysoki poziom umiejętności oraz sporą determinację. Co prawda, przy tak zmiennym wietrze, wszyscy z nas popełniali błędy i czasem decydowało po prostu szczęście. To udowadnia, że zawsze jest nad czym pracować i tylko cieszymy się współpracą z takimi sparingpartnerami. Mamy nadzieję nadrobić nasz znacznie krótszy staż, w porównaniu do konkurencji, ciężką, ciężką pracą.

Co do tej pory jest dla Was najważniejszym momentem w pływaniu, od początku Waszego żeglowania, i razem i indywidualnie?

Stachu: Dla mnie najważniejszym momentem w żeglarstwie było odkrycie katamaranów. Już po pierwszych chwilach spędzonych na treningu, stwierdziłem, że już nigdy nie wracam na poprzednią klasę. Zafascynowała mnie duża prędkość, jaką ta łódka oferowała.

Julka: Szczerze powiedziawszy, dla mnie najważniejszym momentem w mojej karierze żeglarskiej był przeskok z pływania czysto amatorskiego, na tryb regatowy. Wiązało się to oczywiście ze zmianą klubu i klasy łódki. Tak naprawdę, dopiero gdy przyszło mi pływać na Nacrze 17, czy w ogóle katamaranach, pomyślałam, że mogę rozwijać się w tym kierunku bardziej „na poważnie”. Jeśli chodzi o nasze wspólne przygody, to chyba mogę mówić za nas oboje, na pewno nie zapomnimy naszych pierwszych regat. Nie tylko ze względu na wywalczony medal Mistrzostw Polski, ale chyba przede wszystkim jako nasze wspólne pierwsze doświadczenia, bo dopiero wtedy zaczęliśmy się lepiej poznawać i uczyć współpracy. Drugi, był ostatnio, gdy już po przesiadce na o wiele szybszą, lecz również bardziej wymagająca Nacre 15. Otarliśmy się o wygraną, choć ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce i tym samym wywalczyliśmy tytuł Vice-Mistrzów Polski. Fantastycznie było dostrzec wyczekiwane efekty ciężkiej pracy na treningach, co niewątpliwie dodało nam mnóstwo motywacji.

A dlaczego żeglarstwo, a nie np. koszykówka czy lekkoatletyka?

Żeglarstwo według nas daje idealne połączenie poczucia wolności, sportowego ducha, ale również dostarcza sporo adrenaliny dla wszystkich miłośników prędkości. Dodatkowo, oferuje ono kompleksowy rozwój, nawet konieczność rozwijania się w wielu różnych dziedzinach jednocześnie. Dlatego właśnie, wiele osób związanych ze sportem, zgodnie przyznaje, że jest to jedna z najbardziej wymagających dyscyplin. Aby osiągać sukcesy w żeglarstwie, należy być nie tylko świetnie przygotowanym kondycyjnie, siłowo, wytrzymałościowo, ale również zadbać o cały sprzęt. Nawet umiejętności czysto techniczne, majsterkowanie są bardzo potrzebne, gdyż należy prowadzić wszystkie ewentualne naprawy na bieżąco, wprowadzać udoskonalenia umożliwiające jak najlepszą i wygodną pracę wszelkimi regulacjami (oczywiście wszystko musi być w obrębie regulaminu danej klasy łódek). Następnie pozostaje nam cała praca na wodzie - obserwacja wiatru, wybieranie strategii, dostosowywanie ustawień na łódce do warunków wiatrowych oraz fali. Wraz z tym wszystkim, jak najlepsze wyczucie sprzętu, żeby wiedzieć, czuć, czy przepływ strug powietrza na żaglach jest dobry, czy mógłby by być lepszy. Pomijając to wszystko, w żeglarskim towarzystwie panuje niesamowicie przyjazna atmosfera, zarówno na regatach jak i na co dzień. Dzięki temu tworzy się fantastyczna społeczność i wartościowe relacje. Przykładem jest załoga, wiemy ze zawsze możemy na siebie liczyć i ufamy sobie (czego wymaga efektywna współpraca na wodzie) praktycznie bezgranicznie.

Żeglarstwo to sport wymagający. Nie koliduje Wam z nauką?

Niestety, na pewno liczne treningi i regaty nie ułatwiają wywiązywania się z całkiem wielu obowiązków szkolnych. Czasem musimy opuścić kilka dni szkoły, bądź mamy do późna trening, a następnego dnia jakieś sprawdziany, do których wypadałoby usiąść nad książkami. Szczerze mówiąc, na pewno jest nam ciężej i da się brak czasu, aczkolwiek przy odpowiedniej organizacji lub priorytetowaniu zadań do zrobienia da się wszystko pogodzić.

A co po Trójce?

Stachu: Najpewniej zamierzam kontynuować moją sportową przygodę z żeglarstwem. Być może już na klasie olimpijskiej. Jeśli chodzi o edukację to nie podjąłem jeszcze żadnych decyzji.

Julka: Co po Trójce? Obecnie jestem w na profilu biol-chem z maturą międzynarodową IB, więc moją przyszłość mam nadzieję łączyć z medycyną, najprawdopodobniej za granicą i zawodem lekarskim. Oczywiście chcielibyśmy w miarę możliwości łączyć naszą przyszłość ze wspólną karierą żeglarską, jednak mamy wrażenie, że przy obecnych planach na życie, ze względu na ograniczony czas, pływanie przejdzie u mnie do kategorii hobby.

(Mariusz Sieraczkiewicz/foto Julia Wróblewska)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz