Zamknij
REKLAMA

Szymon Machnowski: zdecydowałem się spłynąć całą Wisłę (od źródeł do ujścia) właśnie dla Sławka

12:44, 29.01.2021 | Mariusz Sieraczkiewicz/foto Szymon Machnowski/FB
REKLAMA

Wydarzenie pod naszym patronatem

Szymon Machnowski - żołnierz w 43 Bazie Lotnictwa Morskiego w Gdyni znów popłynie kajakiem. Przed nim 1000 kilometrów. Wystartuje 28 lutego o godz. 08:00 w Goczałkowicach Zdroju. Przed nim samotny, zimowy, charytatywny spływ dla Sławka.

[ZT]43765[/ZT]

Skąd pomysł nowego rejsu charytatywnego?

Plany kolejnych spływów charytatywnych pojawiły się już w zeszłym roku. Ostatni spływ pokazał, że tego typu przedsięwzięcia potrafią skutecznie wypromować cel dla którego robi się coś niestandardowego - w tym przypadku jest to samotny spływ kajakiem większego odcinka z którym nie każdy potrafi się zmierzyć. Robiąc coś ciężkiego, ale i szalonego w prosty sposób można zwrócić uwagę społeczeństwa na jakiś problem. Ponadto jako ojciec dwóch wspaniałych córek czuję się zobowiązany wychowywać je w duchu pomocy potrzebującym, miłości i szacunku do przyrody i naszego pięknego kraju. Początkowo spływ miał się odbyć tratwą, którą wspólnie zbudować mieliśmy z Tatą Emilka dla którego płynąłem wiosną zeszłego roku. Cel także był inny - planowaliśmy zbierać pieniądze na las, w którym obozować mogliby rodzice z chorymi dziećmi. Na taki cel potrzebne są duże pieniądze, aby teren w jak najlepszy sposób był dostosowany do potrzeb obozujących tam rodzin. Dostałem jednak wiadomość, że mój kolega Sławomir, którego poznałem na początku mojej kariery wojskowej służąc w Darłowie, potrzebuje pilnej pomocy. Dlatego też rejs tratwą przesunęliśmy na kolejne lata a sam zdecydowałem się spłynąć całą Wisłę (od źródeł do ujścia) właśnie dla Sławka.

A dlaczego właśnie postanowiłeś pomóc Sławkowi?

Sławek jak już wspomniałem to mój dobry kolega z czasów kiedy służyłem w Darłowie. Pamiętam go jako osobę koleżeńską, ciepłą i bardzo uczynną. Wielokrotnie pomagał mi jako bardziej doświadczony kolega, spędzaliśmy czasami wolny czas razem i łączyły nas dobre, koleżeńskie relacje. Niestety wraz z moim przeniesieniem do Gdyni kontakt się urwał i stosunkowo niedawno dowiedziałem się, że Sławek odszedł z wojska po udarze i wylewie, które przeszedł. Sławomir ma uszkodzona całą lewą półkulę mózgu, uszkodzeniu uległ cały ośrodek mowy, co skutkuje obszerną afazją mieszaną i niedowładem połowiczym prawej strony ciała. W styczniu 2019 zdiagnozowano padaczkę poudarową, jak mówią lekarze jest to skutek rozległego wylewu krwi do mózgu. Na dzień dzisiejszy udało się, dzięki rehabilitacjom i ogromnej sile woli Sławka, by wstał z łóżka i samodzielnie zaczął chodzić. To dość sporo. Nadal jednak nie wszystko rozumie, pojedyncze słowa, zdania czy wyrazy. Nie potrafi też pisać ani czytać. Niewiele też mówi, chciałby więcej, lecz niestety. Bardzo ciężko jest się z nim komunikować. Marzeniem żony Sławka są turnusy rehabilitacyjne w Ośrodku Norman w Koszalinie, gdzie rehabilitowane są osoby głównie po ciężkich udarach. Ten ośrodek jako jeden z niewielu w Polsce dałby Sławkowi szansę na uzyskanie rewelacyjnych postępów w powrocie do sprawności. Koszt jednego turnusu 4 tyg to około 13000 zł. Turnusów potrzeba wiele, leczenie farmakologiczne w postaci leków stałych także przewyższa dochody rodziny. Koszta, które uwzględniają wszystkie potrzeby Sławka, leczenie, turnusy rehabilitacyjne, zajęcia z logopedami itd. małżonka potrzebującego wyliczyła na kwotę 280 tys. złotych. Jeśli uda nam się zebrać te pieniądze - według lekarzy - Sławek stanie na nogi. Jest On bardzo silną osobą i bardzo zdeterminowaną do tego żeby wyzdrowieć, ale potrzebne są duże pieniądze. Żona Sławka utworzyła zrzutkę zrzutka.pl/dla-slawka, której sam był początkowo przeciwny - Sławek to człowiek honorowy, który zawsze sam radził sobie z wszelkimi przeciwnościami losu, lecz po namowie i nadziei na to, że może wyzdrowieć zgodził się na utworzenie takowej. To pokazuje tylko, że chce walczyć i chce spełnić marzenie swojej żony czyli wrócić do pełnej sprawności. Dlatego właśnie postanowiłem, że cały, 1000 kilometrowy, samotny rejs poświęcę właśnie jemu. Robię też to dlatego, że jako żołnierz nauczony jestem dbać o swoich. Niestety nie stać mnie na udzielenie niezbędnej pomocy finansowej, która pomogłaby mu stanąć na nogi, ale jako silny zdrowy mężczyzna, wykorzystując swój urlop wypoczynkowy mogę pomóc mu w nagłośnieniu zrzutki. Mam ogromną nadzieję, że misja ta się powiedzie i dopływając do ujścia Wisły równolegle obserwować będę sukces zrzutki.

Gdzie i kiedy nastąpi start?

Wystartuję z Goczałkowic-Zdrój, 28 lutego w niedzielę o godzinie 08:00. Jest to pierwszy możliwy do spłynięcia odcinek Wisły najbliżej jej źródeł. Wcześniejszy kilkunastokilometrowy odcinek jest niespływalny kajakiem - płycizny, uskoki, przewyższenia i jazy uniemożliwiają transport kajakiem, który razem z bagażem będzie ważył około 150 kg. Co ciekawe kilometraż Wisły liczony jest dopiero od jej żeglugowego początku - 40 kilometrów dalej w okolicach Oświęcimia. Ja startuję z miejsca w którym mogę zwodować kajak czyli dużo wcześniej. Do przepłynięcia będę miał 1000 kilometrów.

Start pod koniec lutego, to spływ zimowy. Jak przygotowujesz się do wyprawy?

Nauczony doświadczeniem bardzo dużo ćwiczę. Na początku poprzedniego spływu miałem duży problem szczególnie z lewym ramieniem. Przez kilka dni płynąłem na środkach przeciwbólowych. Tym razem chcę być lepiej przygotowany siłowo. Wykonuję więc bardzo dużo ćwiczeń rozwijających barki, ramiona i przedramiona. Jeśli chodzi o warunki zimowe jedyną osobą, która spłynęła Wisłę zimą i to zrelacjonowała był wielki podróżnik Marek Kamiński. Czytam bardzo dużo wywiadów i relacji z tego spływu. Uczestniczyłem też w warsztatach z Panem Markiem, który jako pierwszy człowiek zdobył również w jednym roku dwa bieguny. Wysłałem mu też zapytanie z prośbą o rady i czekam na odpowiedź. Kompletuje sprzęt niezbędny do wyprawy, rozglądam się za dużo lepszym namiotem niż ten, który służył mi w zeszłym roku. Będzie naprawdę zimno, gdyż Wisłę spływać będę nawet trochę wcześniej niż Marek Kamiński. Jeśli chodzi o motywację - jestem pewien, że dopłynę. Nie zakładam większych problemów. Problemem może być śryż na Wiśle lub kąpiele, które ze względu na porę roku będą utrudnione. Wisła jest czystą rzeką poza odcinkiem Warszawa - Włocławek i na tym odcinku chciałbym skorzystać z możliwości kąpieli przy jakimś gospodarstwie. Będzie to również chwila na podładowanie telefonu i powerbanków. Czas do spływu to również czas na promocję zrzutki i pozyskanie sponsorów, którzy chcieliby wesprzeć mnie sprzętem - nie mam jeszcze kajaka i dobrego ekspedycyjnego namiotu, liczę jednak na odzew firm z takim sprzętem, które mogłyby mi go wypożyczyć.

Ile zaplanowałeś postoi? I gdzie możemy się ich spodziewać?

Nie mam zaplanowanych postoi poza jednym. Płynąć będę od świtu do zmierzchu i gdzie dopłynę tam rozbiję namiot. Odcinków będzie około 20 - 25 gdyż planuję przepływać dziennie około 50 kilometrów. Ze względu na zimowy charakter spływu może to być trochę mniej lub trochę więcej jeśli wody w Wiśle wraz z roztopami w górach przybędzie. Możliwe będzie jednak śledzenie postępów mojej ekspedycji gdyż tematem mocno zainteresowali się droniarze, którzy będą towarzyszyli mi na większości trasy z powietrza. Na jednej z grup FB dotyczących dronów padł pomysł, żeby wrzucić mi do kajaka lokalizator GPS - tak też się stanie z korzyścią nie tylko dla nich, ale i dla mnie - będzie bezpieczniej, a nawet jak utonę to szybko odnajdziecie moje ciało (śmiech).

Czy podczas któregoś postoju wydarzy się coś szczególnego?

Tak. Przy poprzednim pytaniu zapowiedziałem jeden planowany postój. Otóż w Dęblinie w Szkole Podoficerskiej Sił Powietrznych uczy się moja Miłość - Aleksandra. Bardzo wspiera mnie podczas przygotowań do spływu i wspólnie ustaliliśmy, że jeśli Jej przełożeni wyrażą na to zgodę dołączy do mnie na odcinku Dęblin - Warszawa. Rodzi się też nieśmiały pomysł żeby na tych 100 kilometrach dołączyło do mnie więcej kajakarzy z tego rejonu lub może nawet Oli kolegów i koleżanek ze szkoły. Czas ten przypadnie na weekend więc może to być możliwe do zrealizowania. Tym bardziej, że region jest bardzo popularny wśród kajakarzy. Mniej więcej w tym okresie wspierać z powietrza będzie mnie mój przyjaciel Tomasz Chudziński - mistrz motoparalotniowy, który kilka lat temu przeleciał przez Bałtyk. Razem z kolegami zaplanował wsparcie moich działań z nieba - wszystko jednak zależy od pogody, gdyż ta może pokrzyżować te zamiary.

Czy będzie Ci ktoś pomagał w przebyciu tych 1000 kilometrów?

Poza Olą, która być może do mnie dołączy towarzystwo na krótkich, kilkugodzinnych odcinkach zapowiedziało kilkoro kojarzy z kraju. Jeśli czas pozwoli - przez jeden dzień będzie płynął ze mną Jarek Kubiak - emerytowany kontroler ruchu lotniczego z Pruszcza Gdańskiego, weteran wojenny i fantastyczny człowiek. Swoją obecność na trasie zapowiedziało również wielu strażaków z okolicznych OSP, którzy bardzo wspierają takie akcje. Odzywa się do mnie coraz więcej dziennikarzy, działaczy i społeczników z różnych miejscowości na szlaku Wiślanym. Poza tymi piękny spotkaniami rejs będzie całkowicie samotny. Być może w przyszłych latach zaplanujemy coś większego, na ten moment jednak płynę sam i bardzo chcę żeby na większości trasy tak zostało. Zadanie będzie dużo cięższe do wykonania jeśli nie będę miał zbyt wiele pomocy z zewnątrz a co za tym idzie akcja będzie ciekawsza dla potencjalnych darczyńców - humorystycznie podchodząc do tematu zacytuję łacińską sentencję „panem et circenses” czyli „chleba i igrzysk” (śmiech). Mi chodzi o to żeby jak najwięcej pieniędzy popłynęło za tym spływem i coś tak szalonego jak zimowy, samotny spływ Wisłą z pewnością przyciągnie wielu obserwatorów chętnych do wpłat na zrzutkę.

Na kiedy zaplanowałeś dotarcie do Gdyni?

Do Gdyni nie płynę (śmiech) - zatoka w zeszłym roku okazała się tak ciężkim wyzwaniem, że nie chcę tego powtarzać. Celem spływu jest dopłynięcie do ujścia Wisły lub do centrum Gdańska - zależy to tylko i wyłącznie od rozmów z włodarzami miasta Gdańsk i mediami, które będą chciały uczestniczyć w uroczystym zakończeniu spływu, co mam nadzieję przypieczętuje realizację zrzutki dla Sławka.

Jak będzie promowany rejs?

Rejs będzie promowany i relacjonowany za pośrednictwem Facebooka - wszystkie informacje będą na bieżąco udostępniane na moim profilu. Zastanawiam się także nad utworzeniem specjalnego konta na Instagramie jeśli zrzutką zainteresuje się więcej znanych osób. Na Facebooku zostało utworzone wydarzenie #PłyniemyDlaSławka zachęcam do odwiedzin i wpłacie na zrzutkę za pośrednictwem właśnie tego wydarzenia. Spływ będzie promowany również w mediach lokalnych, portalach internetowych i radio dlatego wszystkich chętnych do pomocy zapraszam do kontaktu. Mam nadzieję, że w promocję zrzutki tak jak w zeszłym roku włączy się również gazeta Polska Zbrojna i Super Express. Dobrze byłoby też wypromować zrzutkę w Telewizji o co również będziemy się starać. Bardzo proszę każdą osobę, która przeczytała ten wywiad o wpłatę choćby 5 zł na konto zrzutki Sławka - www.zrzutka.pl/dla-slawka - Dla większości z nas 5 zł to nie jest majątek a Sławkowi pomoże stanąć na nogi. Jest to moja największa prośba i życzenie.

(Mariusz Sieraczkiewicz/foto Szymon Machnowski/FB)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
0%