Zamknij
REKLAMA

"Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział: stary czy masz czas?" Na wieczną wachtę odszedł Jerzy Porębski

19:15, 20.08.2021 | Mariusz Sieraczkiewicz za zeglarsi.info/foto YT/Wojciech Wójcik
Skomentuj
REKLAMA

„Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział: stary czy masz czas?

Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz.

Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy,

Rejs na całość, rok, dwa lata. To powiedziałbym...”

Któż nie zna tych słów?! „Gdzie tak keja” stała się polską szantą wszech czasów. Nie ma w kraju festiwalu, na którym nie wykonywano by tej żeglarskiej pieśni.

Jerzy Porębski urodził się w 28 marca 39 roku w Sosnowcu. Skończył Liceum Ogólnokształcące w Bytomiu, po czym dostał się na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, gdzie uzyskał tytuł doktora oceanografii biologicznej. Był naukowcem i pieśniarzem, ale też żeglarzem oraz rybakiem.

Znany szantman odwiedzał również Gdynię. Koncertował m.in. w Contraście i Hotelu Nadmorskim na Nadmorskich Spotkaniach z Piosenką Żeglarską, gdzie 4 maja 2016 odebrał Nagrodę "Żagli" imienia Leonida Teligi.

Honorowy Obywatel Świnoujścia.

W 1965 r. rozpoczął pracę w Morskim Instytucie Rybackim w Świnoujściu. Zaczęło się dla nie go nowe życie. Przeniósł się na stałe ze Śląska do Świnoujścia. Zaczął pływać na statku oceanograficznym RV Profesor Siedlecki. Z pracą na morzu związany był przez 30 lat. Przemierzył wody Afryki, obu Ameryk i Antarktyki. Atlantyk i Pacyfik przez wiele miesięcy były jego domem.

Stare Dzwony

- Po studiach, będąc już pracownikiem Morskiego Instytutu Rybackiego, miałem pewien dorobek szantowy – wspomina autor najsłynniejszej polskiej szanty. – Za namową Haliny Stefanowskiej, słynnej autorki zbioru szant „Rozśpiewane morze” pojechałem na festiwal szantowy do Mikołajek. Wygrałem go i poznałem kilku szantymenów, z którymi los związał mnie na długie lata – Marka Szurawskiego, Janusza Sikorskiego i Ryszarda Muzaja. W 1982 roku założyliśmy zespół Stare Dzwony. Tak się składało, że każdy z nas mieszkał w innej części Polski. Spotykaliśmy się co jakiś czas w różnych domach kultury, żeby zrobić próby. Dawaliśmy koncerty w Polsce, a z czasem zaczęły napływać zaproszenia na koncerty i festiwale szantowe z zagranicy, m.in. z Holandii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych. Podczas tych wojaży najlepsze próby robiliśmy w samolotach. Siadaliśmy w jednym kącie, graliśmy i śpiewaliśmy, a stewardessy donosiły nam co jakiś czas whisky.

A świata z zespołem Jerzy Porębski zwiedził niemało. Zespół często gościł w Stanach Zjednoczonych, gdzie dawał koncerty dla Polonii i nie tylko oraz uczestniczył w festiwalach szantowych. Po jednym z takich festiwali, na którym zespół zdobył pierwsze miejsce, mieszkający w Chicago Polak zaprosił szantymenów na rejs po Karaibach.

– Dostaliśmy bilety do Puerto Rico i tam wsiedliśmy na jacht – bardzo elegancki katamaran – Była też ze mną moja żona Helena i wspólnie żeglowaliśmy między karaibskimi wyspami. Dotarliśmy po archipelagu Wysp Dziewiczych. Było naprawdę pięknie. Szkoda, że dziś coraz bardziej wdziera się tam cywilizacja i coraz więcej jest barów na bezludnych wyspach. Pływając ze „Starymi Dzwonami” przeważnie żeglowaliśmy, żeby dotrzeć na miejsce jakiegoś festiwalu, ale zdarzały się nam także rejsy w celu przeprowadzenia prób zespołu. To był oczywiście pretekst, bo przecież próby mogliśmy robić równie dobrze na lądzie. Chodziło o wspólne żeglowanie i przyjemność przebywania na jachcie. Czy to w Stanach Zjednoczonych, czy pływając po jeziorach mazurskich.

Jerzy Porębski śpiewał wyłącznie własne utwory i deklarował, że bardzo lubi je wszystkie. Napisał ich ze 100. Nagrał też pięć płyt. Każda piosenka to opowieść z życia wzięta. Odnosi się do konkretnego wydarzenia, miejsca, czy ludzi spotkanych podczas żeglarskich i rybackich rejsów.

Jest określany największym Bardem mórz i oceanów. „Nikt tak pięknie nie opowiadał o morzu, trudzie pracy na nim, dalekich krainach i codzienności na pokładzie. Był Przyjacielem, Mentorem, Autorytetem dla wielu pokoleń żeglarzy, rybaków i muzyków.”

Gdzie ta keja?

– Historia powstania tej szanty jest ciekawa, napisałem ją na początku lat 70. w barze mlecznym – wspominał Jerzy Porębski na łamach portalu zeglarski.info. – Siedziałem pewnego razu w Stacji Badawczej Morskiego Instytutu Rybackiego w Świnoujściu, gdzie wówczas pracowałem i oglądałem pod mikroskopem preparaty, które przywiozłem z ostatnich badań. W pewnym momencie poczułem głód. Udałem się więc do pobliskiego baru mlecznego i zamówiłem między innymi kawę Inkę z mlekiem. Popijając tę kawę pomyślałem sobie z żalem, że ja tu teraz siedzę w barze, na lądzie, a moi koledzy żeglarze pływają po morzach i oceanach świata. I to był początek. Zacząłem na serwetce zapisywać słowa, które układały mi się w głowie. Wróciłem do biura i zamiast patrzeć w mikroskop dopisałem pozostałe zwrotki. Wieczorem w domu wziąłem do ręki gitarę i dorobiłem do tych słów melodię. Grałem przez kolejne godziny, nie mogąc uwolnić się od słów i tej melodii. Byłem pewny, że właśnie napisałem hit. Można powiedzieć, że ta piosenka powstała z tęsknoty za pływaniem.

Odszedł w wieku 82 lat.

 

(Mariusz Sieraczkiewicz za zeglarsi.info/foto YT/Wojciech Wójcik)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%