Zamknij
REKLAMA

ZZT o najemnikach, czyli jak poharatać w gałę, zainkasować wypłatę i pobiec dalej

11:15, 24.01.2022 | Mariusz Sieraczkiewicz/foto Zygmunt Zmuda Trzebiatowksi/FB/ google.maps
Skomentuj
REKLAMA

Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, swego czasu przewodniczący Rady Miasta Gdyni z ramienia Samorządności Wojciecha Szczurka w swoim kolejnym felietonie w Dzienniku Bałtyckim przedstawia sprawę finansowania "przyjezdnych".

ZZT jako były działacz grupy rządzącej Gdyni od lat ma dużo większą perspektywę oceny niż niejeden zaangażowany w sprawy miejskie. Felietonista DzB ma ogromne możliwości porównawcze. Bazuje bowiem na sytuacjach, w których uczestniczył. Zna przyzwyczajenia i metody stosowane w budynku przy Alei Piłsudskiego. Daje mu to narzędzia do diagnozy przez doświadczenie.

W swoim felietonie porusza sprawę finansowania Arki Gdynia, przy jednoczesnym traktowaniu po macoszemu innych, przede wszystkim dziecięcych i młodzieżowych gdyńskich klubów, które nie kupują zawodników po kraju i świecie, tylko rzeczywiście szkolą i rywalizują opierając się na gdynianach.

"Tak, tak – kilka latek wystarczyło, by mieć mieszkanie w Gdyni. Pewnie każdy z nas po części może czuć się mecenasem tego zakupu, bo przez lata wytrwale pompujemy ogromnym rurociągiem budżetowe pieniądze do zawodowego klubu. Oficjalnie nazywa się to „promocja miasta poprzez sport”..." - czytamy w felietonie.

Gdynianie płacą za "najemników"

"Rodzice dzieci kopiących piłkę na klepisku lub czekających na wolny termin na lepszym boisku, rodzice gdyńskich „Niedźwiadków” grających wytrwale w hokeja mimo braku lodowiska, rodzice lekkoatletów błąkających się bez obiektu, czy dzieciaków jeżdżących na treningi rowerowe do … Gdańska (!), nie tylko muszą finansować sportowe pasje swoich latorośli, ale i hojnie opłacać najemników z całej Polski." - czytamy dalej.

Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski ustosunkował się także do atmosfery na stadionach i wypraw na mecze:

"Aż serce roście, gdy słucha się w mediach o kolejnych świetnych akcjach promocyjnych w rodzaju zniszczenia na stadionie, mordobicie na trasie itd. Aż chce się iść na stadion, gdy chce się swoje dzieci nauczyć bogatego słownictwa oraz nazewnictwa wszystkich kluczowych organów anatomicznych.."

Podejście władz miasta do wspierania młodych sportowych talentów od lat wzbudza wiele kontrowersji. przypomnijmy choćby sytuację, kiedy na Gali Gdyńskiego Sportu Agnieszka Kaszuba została w błyskach fleszy ogłoszona nadzieją gdyńskiego sportu, a potem miała problemy z zakupem tyczki. To było dopiero kuriozum - w mieście mistrza olimpijskiego Władysława Kozakiewicza tyczkarka miała (ma nadal?) problemy z trenowaniem.

"Dlaczego, zamiast być dumni z wychowanków i ich wspierać, wolimy robić potężne przelewy najemnikom?" - kieruje pytanie do gdynian Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski.

Sport w Gdyni, tym bardziej sport szkolny, to bardzo trudny temat. Od lat Samorządność w kampaniach wyborczych obiecuje nowe obiekty, a kiedy już jej ludzie "zajmą stołki" temat znika lub jest odmieniany przez wszystkie możliwe przypadki, ale niestety tylko odmieniany, bo efektów w postaci lodowiska, baseny, stadionu lekkoatletycznego nadal nie widać.

"Dlaczego gdyńskie dzieciaki nie mają dostępu do obiektów sportowych, skoro ich rodzice w swoich podatkach na sport płacą niezwykle dużo?" - ZZt zadaje pytanie, na które zapewne odpowiedź chciałoby poznać wielu mieszkańców Gdyni...

(Mariusz Sieraczkiewicz/foto Zygmunt Zmuda Trzebiatowksi/FB/ google.maps)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%