Zamknij
REKLAMA

BRUTALNE POBICIE przed Black Clubem. Dziesięciu na jednego?

14:09, 25.09.2021 | hs za: ibytow.pl
Skomentuj
REKLAMA

Co wydarzyło się w nocy z soboty na niedzielę 19 września przed bytowskim Black Clubem? Są pewne rozbieżności w zeznaniach świadków, ale pewne jest jedno - 31-letni mieszkaniec powiatu bytowskiego został dotkliwie pobity. Sprawę próbuje wyjaśnić jego siostra. Poprosiła o nagrania z klubowego monitoringu, jednak okazało się, że tamtej nocy monitoring nie działał, więc apeluje ona do ludzi o przekazanie nagrań, jeśli ktokolwiek uwiecznił ten incydent. Klub, broniąc się, także podaje swoje argumenty. Podobno mężczyzna był agresywny. Black Club przyznaje się do błędu, jakim było niepowiadomienie policji. 

- Mój brat, po 3 latach pobytu w Niemczech, wrócił na tygodniowy urlop do Polski. W sobotę ze znajomymi, krótko przed wyjazdem do Niemiec, wybrali się do Black Clubu, aby się pobawić. Weszli tam około godz. 1:00 w nocy. Najprawdopodobniej brat zwrócił na siebie uwagę jako osoba nowa w tym klubie. Zaczęli go zaczepiać. Szarpanina była wewnątrz, ale ochroniarz chwycił brata i wyprowadził go na zewnątrz. Przez chwilę go trzymał, a ci młodsi doskoczyli do niego jak wściekłe psy i zaczęli go okładać. Z uwagi na to, że ochroniarz go trzymał, brat nie mógł się bronić, a później, gdy ochroniarz go puścił, brat upadł i oni zaczęli go jeszcze kopać. Ochroniarz stał i na to patrzył. Nawet policji nie wezwał - opowiada siostra 31-latka. 

Z jej relacji wynika, że jej brata kopało i okładało pięściami około 10 osób. Podobno ciężko było ich odciągnąć. Gdy z klubu wyszli jego znajomi, chcieli mu pomóc, ale agresorzy również wobec nich zachowywali się “jak wściekłe psy”. Dopiero po chwili 31-latek został oswobodzony i zawieziony do szpitala, gdzie stwierdzono u niego obrażenia głowy i pęknięte 3 żebra. Poszkodowany jest podobno bardzo przestraszony. Na własne żądanie wypisał się ze szpitala i już w poniedziałek po weekendzie szybko, jako pasażer, busem wrócił do Niemiec.

- Brat powiedział, że chce o tym incydencie jak najszybciej zapomnieć i przez najbliższe 5 lat nie wróci do Polski, ale ja zapomnieć nie mogę. Postawiłam sobie za cel ustalenie sprawców, a potrzebne do tego będą nagrania, więc apeluję do osób, które były świadkami, żeby za pośrednictwem redakcji przesłały filmy lub wyraziły wolę złożenia zeznań - apeluje siostra pobitego mężczyzny. 

Nagrania można wysyłać na redakcyjny - ibytow.pl nr tel. 513 313 112, najlepiej za pośrednictwem komunikatora WhatsApp. Alternatywnie dostępny jest jeszcze też nasz adres e-mail: [email protected]

Kobieta opowiada, że rozmawiała z przedstawicielem klubu. Prosiła o nagrania z monitoringu, ale podobno usłyszała, że monitoringu zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz klubu nie ma. Nie wiemy czy dobrze zrozumiała, bo gdy my w tej sprawie zadzwoniliśmy, usłyszeliśmy wówczas, że monitoring jest, ale nie działał akurat tamtej nocy. 

- Wiem coś na temat tego, co się dzieje w Black Clubie, bo sama tam bywałam i widziałam, że osoby, które pojawiają się tam jako nowe i poprzednio niewidziane, mogą mieć problemy, bo są zaczepiane. Do mnie też kiedyś rzucał się jeden taki młody, ewidentnie naćpany, bo miał białe źrenice. Od tamtego czasu do tego klubu chodzę z gazem pieprzowym przy sobie - opowiada siostra pobitego mężczyzny. - Był już jeden przypadek w Mądrzechowie pod Bytowem, gdy podczas imprezy chłopaka zabili kilka miesięcy temu. W tym przypadku też mogło dojść do zabójstwa, bo bili go i kopali, jak opętani. Gdy znajomi próbowali mu pomóc, tamci darli się na nich, że mają go zostawić. Ma tam leżeć i zdychać. Przecież to ewidentnie wyglądało jak próba śmiertelnego pobicia. Najbardziej boli, że ochroniarz to widział i policji nie wezwał. Gdyby od razu na miejsce był wezwany patrol, być może teraz nie musielibyśmy szukać nagrań i świadków?

Jej brat ma 3 pęknięte żebra oraz urazy głowy. Początkowo podejrzewano nawet pęknięcie czaszki, ale na szczęście okazało się, że to tylko stłuczenie. Zdiagnozowany został również wstrząs mózgu. 

- Staraliśmy się go przekonać, żeby do tych Niemiec nie jechał, ale on się uparł, bo bał się utraty pracy. W niedzielę przez cały dzień nie mógł się ruszyć, ale w poniedziałek jakoś wstał i pojechał - opowiada kobieta. 

DJ grający w Black Clubie zapewnia, że jakiekolwiek zarzuty względem lokalu są nieuzasadnione. 

- Z tego, co wiem, akcja była poza klubem. Była to duża bójka, a nie kilka osób przeciwko jednej osobie - zastrzega DJ. - Faktycznie monitoring tamtego dnia nie działał, bo było jakieś spięcie, ale radiowóz 2 razy przejeżdżał. Nie było jednak bezpośredniej policyjnej interwencji. 

Przedstawiciel Komendy Powiatowej Policji w Bytowie zastrzega, że nie było żadnego zgłoszenia, ale rejon ten jest stale patrolowany. Niestety, akurat w momencie bójki patrolu na miejscu nie było. 

- Jeśli złożone zostanie zawiadomienie, przeprowadzone zostanie postępowanie w tej sprawie - zastrzega Damian Chamier Gliszczyński, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Bytowie. 

Bez bezpośredniej relacji poszkodowanego policja sprawą nie może się zająć. Bardzo ważna jest kwestia trwałości obrażeń. Jeśli w grę wchodzą obrażenia trwające do siedmiu dni, sprawa traktowana jest jako naruszenie nietykalności osobistej. Obrażenia powyżej 7 dni to już pobicie, ścigane z Kodeksu karnego.

Właściciel Black Clubu, Marcin Wiktorowicz, nie zgadza się ze zdaniem siostry pobitego mężczyzny. Ma do jej opinii wiele uwag. 

- Sytuacja wyglądała tak, że według zeznań obsługi, ten mężczyzna był nachalny wobec jednej z kobiet, która przyszła z chłopakiem. Jej znajomi przez dłuższy czas obserwowali jego zachowanie, ale w pewnym momencie nie wytrzymali i doszło do szarpaniny. Zostali z klubu wyprowadzeni siłą - opowiada Marcin Wiktorowicz. - Trzeba też podkreślić, że towarzystwo, które brało w tym udział, to nie są ludzie, którzy na co dzień czy na każdej imprezie uczestniczą w bójkach, bo to uczniowie ogólniaka i ekonoma. Coś musiało się stać, że tak zareagowali. 

Według jego relacji do bójki nie doszło bezpośrednio przed klubem, ale kawałek dalej. Policja podobno tamtędy przejeżdżała, ale grupa uspokajała się, gdy widziała radiowóz, a później znowu zaczynali szarpaninę.

- Mamy profesjonalną ochronę z Gdańska. To zawodowcy, którzy wiedzą, że nie mogą interweniować dalej niż 10 - 15 m. poza klubem, bo przede wszystkim mają ochraniać lokal. Są za to odpowiedzialni. Jeśli trzeba, wyprowadzają agresywnych klientów albo tłumaczą im, jakie będą konsekwencje ich zachowania. Jeśli ktoś w trakcie imprezy do nich podejdzie i powie, że czuje się zagrożony, oni od razu reagują, a jeśli dochodzi do szarpaniny, wyprowadzają wszystkich uczestniczących w bójce - zeznaje właściciel Black Clubu.

Zapewnia on, że niezgodna z prawdą jest opowieść o ochroniarzu, który miał pobitego jeszcze trzymać, ułatwiając agresorom zadanie. Co do monitoringu Wiktorowicz potwierdza, że faktycznie tamtego dnia nie działał. Zapewnia, że sam chciałby zobaczyć przebieg zdarzeń i dołącza się do apelu o udostępnienie nagrań, jeśli ktokolwiek je posiada, wykonane na przykład smartfonami. 

- Byłem wtedy na barze i faktycznie moja wina jest taka, że powinienem był zadzwonić na policję, choć równie dobrze mogli to zrobić znajomi pobitego - zauważa Marcin Wiktorowicz. 

Podkreśla on, że w takich sytuacjach bardzo ciężko dojść do prawdy. Powołuje się na jeden z ostatnich przypadków. Podobno jeden z klientów zeznał w domu, że został pobity zupełnie bez powodu. 

- Tłumaczyliśmy, że tak nie było, ale on przyszedł z ojcem i gdy pokazaliśmy monitoring, z miejsca od ojca oberwał. Okazało się, że to on był prowodyrem bójki. Wiadomo jak to jest, że na imprezie jest alkohol i ludzie często nie pamiętają, jak to dokładnie wyglądało. To też nie było tak, że kilka osób kopało jedną osobę, tylko była to bójka między dwiema różnymi grupami osób - opowiada Wiktorowicz. - Dziwi mnie fakt, że sprawa nie została zgłoszona na policję. Gdybym był pewien, że jestem bez winy, już dawno miałbym wykonaną obdukcję i byłbym na komendzie. 

Obie strony apelują teraz o przesłanie nagrań, jeśli ktokolwiek takie posiada. Można w tej sprawie kontaktować się za pośrednictwem reakcji ibytow.pl pod nr tel. 513 313 112. Anonimowość gwarantowana. 

Krótko przed publikacją poszkodowany zgłosił się do redakcji. Zapowiedział, że złoży doniesienie. Chce też opowiedzieć swoją wersję wydarzeń.

(hs za: ibytow.pl)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%