Zamknij
REKLAMA

Pamiętamy o ofiarach Armii Czerwonej na Pomorzu 1945 roku

23:35, 24.03.2021 | hs za: IPN/Jan Hlebowicz
REKLAMA

Prezentacja wystawy „»Domy płoną, kobiety krzyczą, zabawili się do woli«. Armia Czerwona w województwie gdańskim w 1945 roku” odbędzie się 26 marca przed kościołem pw. św. Józefa w Gdańsku (z powodu pandemii wyłącznie dla zaproszonych gości i mediów).

Dyrektor IPN Gdańsk prof. Mirosław Golon oraz dyrektor Oblackiego Centrum Edukacji i Kultury w Gdańsku o. Marcin Szafors OMI zapraszają na prezentację wystawy „»Domy płoną, kobiety krzyczą, zabawili się do woli«. Armia Czerwona w województwie gdańskim w 1945 roku”, która odbędzie się 26 marca o godz. 9.30 przed kościołem pw. św. Józefa w Gdańsku (ul. Elżbietańska 9/10).

Ekspozycja autorstwa Artura Chomicza (IPN Gdańsk) opowiada m.in. o sprawie polskiej w 1944 roku, obecności Armii Czerwonej na Pomorzu, krwawym boju o Elbląg, sytuacji na Kaszubach i Kociewiu, czerwonoarmistach w Gdyni, zdobyciu Gdańska, powojennych zniszczeniach Gdańska, spaleniu żywcem gdańszczan w kościele św. Józefa, zbrodniach Armii Czerwonej (gwałty, grabieże, zabójstwa), zwalczaniu polskiego powojennego podziemia niepodległościowego.

W 1945 roku Armia Czerwona wyparła z terenów Rzeczypospolitej wojska niemieckie. Oznaczało to koniec okrutnej sześcioletniej okupacji kraju przez państwo Hitlera. Polskie społeczeństwo miało nadzieję, że nadejdzie czas upragnionej wolności, rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Terror brunatny został zastąpiony czerwonym.

Często dyskutuje się na temat, czy wkroczenie Armii Czerwonej do Polski w końcowym momencie wojny przyniosło naszemu krajowi wyzwolenie, czy zniewolenie. Działania prowadzone przez Sowietów na terenie Polski w czasie wojny i po jej zakończeniu dowodzą, że nie wyzwalali jej oni, lecz ją zdobywali. Współczesne polskie państwo coraz częściej pokazuje prawdę o Armii Czerwonej w 1945 roku, natomiast Federacja Rosyjska świadomie kreuje fałszywy mit „wyzwolicielskiej” sowieckiej armii, wykorzystując go do swoich celów.

Słownik języka polskiego PWN definiuje słowo „wyzwolenie” jako „odzyskanie niepodległości”, którą Polska uzyskała ponownie nie w 1945 roku, a dopiero po roku 1989 i upadku komunizmu (fragment wystawy).

Historia wybranych ofiar Armii Czerwonej na Pomorzu

Rok 1945. Kończy się II wojna światowa. Armia Czerwona, która wkroczyła do Gdańska, zdewastowała klasztor i kościół św. Józefa.  27 marca bolszewicy podłożyli ogień pod obiekty sakralne, paląc wraz z kościołem i klasztorem – żywcem – ponad stu wiernych, którzy szukali azylu we wnętrzu świątyni.

Świadkiem tragedii, która rozegrała się 27 marca, był ks. Georg ­Klein, wikariusz kościoła św. Józefa. Jego relacja spisana po niemiecku przetrwała do dziś.

„Przestraszone kobiety, dzieci, starcy schronili się w świątyni i na plebanii (...). Nad ranem nastała przygniatająca cisza, bez strzałów, warkotu pojazdów. Ostrożnie wyszliśmy schodami do góry, gdy nagle usłyszeliśmy ciężkie kroki. Pierwszy sowiecki żołnierz stanął przed nami gotowy do oddania strzału. Drugi podszedł do nas i zabrał nam zegarki”. Bolszewicy zaczęli rabować dotychczas nienaruszone plebanię i kościół. Szybko wychodzili z łupami, torując drogę następnym. W ruch poszły butelki z samogonem. „Byliśmy jak sparaliżowani i wycofaliśmy się do na wpół zdewastowanego pokoju plebanii. Za nami wszedł jeden z żołnierzy i grożąc nam, wygonił z pomieszczenia. Zmusił do pozostania 18-letnią dziewczynę. Po jakimś czasie zjawiła się i ona na zewnątrz: zrozpaczona, zapłakana, rozczochrana i oniemiała. Stało się” – pisał ks. Klein.

Następnie czerwonoarmiści rozkazali cywilom wrócić do kościoła i na plebanię.  Każdego, kto próbował się wydostać, straszyli pepeszami. Co działo się później? Nadjechał pojazd załadowany beczkami. Jedną wtoczono do kościoła, a drugą na plebanię. Stłoczeni w środku ludzie poczuli zapach benzyny. Jak wspomina ks. Klein, pewna kobieta, domyślając się, co ją czeka, wybiegła z kościoła i... natychmiast została zastrzelona. Chwilę później pijany żołnierz podłożył ogień. „Widzieliśmy z plebanii, jak w świątyni buchnęły płomienie i słyszeliśmy krzyki i płacz znajdujących się wewnątrz ludzi” – relacjonował ks. ­Klein. Tymczasem ks. Klemens Fedtke, proboszcz parafii, uratował życie ukrywających się na plebanii. Zwrócił gestami uwagę radzieckiego oficera. Ten przepędził pijanych żołnierzy i wyrzucił cywilów więzionych w przykościelnym budynku. Gdańszczanie przebywający w płonącej świątyni już z niej nie wyszli.

Do tragicznych wydarzeń doszło również w Lęborku. Czerwonoarmiści na środku rynku urządzili libację.

„Rzucili się w szatańskim pożądaniu na kobiety i dziewczęta. W stadach stali przed każdym domem. Ich ofiarami były 78-letnie starsze panie i 9-letnie dzieci” – wspominał ks. Barckow.

Kto okazał się nieposłuszny, z miejsca był rozstrzeliwany. Mieszkańcy Lęborka szukali schronienia na plebanii kościoła św. Jakuba Apostoła. Czerwonoarmiści zamordowali tych, którzy stanęli w obronie gwałconych kobiet – młodego niemieckiego duchownego ks. Roberta Königa, ks. Franciszka Szynkowskiego i całą rodzinę tego ostatniego. Przez dwa tygodnie ciała leżały niepochowane. W końcu ktoś pogrzebał je w ogrodzie przy plebanii.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się także w Chojnicach. Jak możemy przeczytać na portalu www.siostryzorlika.pl 14 lutego 1945 roku siostry Adelgund Tumińska wraz z Adrianą Wenta musiały towarzyszyć sowieckim żołnierzom w lustracji chojnickiego szpitala św. Boromeusza, podczas której jeden z żołnierzy uderzył s. Adelgund bagnetem tak silnie, że upadła.

Następnego dnia 15 lutego siostry franciszkanki pośpiesznie opuszczały swoje pomieszczenia. Około godziny 9.00 rozległ się krzyk dziewcząt – pracownic szpitala, które były napastowane przez czerwonoarmistów w szpitalnej kotłowni. Wybuchła panika. Siostry ratowały się ucieczką przez piwniczne okna. Jednak na hałasy, dobiegające z piwnicy i wołania o pomoc zareagowała s. Adelgund. Pobiegła do kotłowni i zobaczyła, że życie Katarzyny, Gertrudy i Marii było poważnie zagrożone. S. Adelgund obroniła napastowane dziewczęta, które uciekły, nie zdając sobie sprawy, co spotkało ich wybawczynię. Siostry również nie były świadome tragedii, gdyż straciły ze sobą kontakt rozproszone u różnych rodzin w mieście.

„S. Adelgund Tumińska została w bestialski sposób prawdopodobnie najpierw zgwałcona, a następnie zamordowana, przeszyta bagnetami przez »wybawicieli ze Wschodu«. Świadczą o tym cięcia na szkaplerzu, który został zachowany i jest przechowywany w archiwum w Orliku. Uciekające siostry słyszały też odgłosy strzałów. Ciało zamordowanej, mocno zakrwawione, leżące na węglu w kotłowni odnalazł ks. Brunon Rieband. Sposób ułożenia ciała świadczył o stoczonej walce z napastnikami tuż przed jej śmiercią” – pisze portal www.siostryzorlika.pl.

S. Adelgund Tumińska została pospiesznie pochowana w ogródku sióstr przed figurą św. Franciszka. Obecnie grób franciszkanki znajduje się w Chojnicach w ogrodzie sióstr przy ul. Wysokiej 13.

Okrutny los ze strony żołnierzy sowieckich spotkał także wiele sióstr ze Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy. Szczątki kilku zakonnic były poszukiwane w ramach prac realizowanych w ubiegłym roku przez zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN wraz z pracownikami Oddziałowego Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN w Gdańsku i Białymstoku. Jedną z nich była s. Caritina-Jadwiga Fahl – wikaria generalna zgromadzenia, która według relacji została brutalnie pobita, broniąc młode siostry przed zhańbieniem przez żołnierzy radzieckich i zmarła 5 czerwca 1945 r w Gdańsku – Wrzeszczu. Miała zostać pochowana na terenie Cmentarza Brętowskiego (dziś nieczynnego), gdzie w przybliżonym miejscu pochówku z czasem postawiono upamiętnienie.

W dniach 21-22 lipca 2020 r. zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN prowadził prace poszukiwawcze na terenie Cmentarza Brętowskiego w Gdańsku, których celem było odnalezienie szczątków s. Caritiny – ofiary terroru sowieckiego. 

W ich wyniku odnaleziono szczątki kobiety, której cechy antropologiczne (w tym przybliżony wiek), a także odnalezione w jamie grobowej przedmioty jak fragmenty różańca i krzyżyk, pozwalają przypuszczać, iż jest to poszukiwana osoba. W celu potwierdzenia tożsamości szczątków planowane jest podjęcie badań genetycznych.

Kolejne prace poszukiwawcze prowadzone były w dniach 19-30 października 2020 r. w Olsztynie na terenie dawnego (dziś nieistniejącego) Cmentarza Mariackiego, gdzie według relacji świadków miały zostać pogrzebane ciała Sióstr Katarzynek, które zginęły z rąk Sowietów w styczniu i maju 1945 roku. 

Trzeci i zarazem ostatni etap działań realizowanych w dniach 7-11 grudnia 2020 r. w Ornecie (pow. lidzbarski) miał na celu ustalenie miejsc pochówku Sióstr Katarzynek – ofiar terroru sowieckiego, na terenie tamtejszego cmentarza komunalnego.

Powyższe działania zakończyły się również odnalezieniem szczątków, które mogą należeć do poszukiwanych zakonnic, wobec których strona kościelna prowadzi proces beatyfikacyjny.

(hs za: IPN/Jan Hlebowicz)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%